Ekologia,  Kultura,  literatura

Ciepło-zimno, zimno… | Antti Tuomainen „Kopaliśmy sobie grób”

Pamiętacie, jak obiecywaliśmy w marcu, że Antti Tuomainen na nas czeka i kiedyś w końcu nastąpi ten moment, że jakąś jego książkę przeczytamy i zrecenzujemy? No więc wcale tak dużo czasu nie minęło (na przykład artykuł o fińskich nazwiskach skutecznie odkładamy prawie od początku bloga) i oto jest. Recenzja thrillera „Kopaliśmy sobie grób” w przekładzie Edyty Jurkiewicz-Rohrbacher.

W powieści mamy dwa główne wątki fabularne i mamy dwóch głównych bohaterów: Emila i Jannego. Emil jest płatnym mordercą, Janne – dziennikarzem śledczym w lokalnej stołecznej gazecie. Janne próbuje rozgryźć sprawę z dala śmierdzącej przekrętem kopalni niklu w Laponii. Emil… no po prostu pracuje, if you know what I mean. Janne szybko odkrywa, że z kopalnią jest też problem pod kątem ekologicznym (wow, z kopalnią, kto by się spodziewał!), sprawa pochłania go na tyle, że jego partnerka (a także matka jego dwuletniej córki, to ważne fabularnie) w końcu słusznie ma go dość. Ale nic nie szkodzi: Janne jest pracoholikiem i do nałogu powrócić musi. W międzyczasie jednak powoli rozwiązuje zagadkę kopalni, losy głównych bohaterów powoli splatają się… Wiecie, napięcie, tajemnice, mroczność.

Jestem w tym opisie bardzo sarkastyczna, bo, jak sami widzicie, ta historia jest dość przewidywalna i fabularnie nieszczególnie się czymś wyróżnia. Nie znaczy to oczywiście, że nie jest to przyjemna lektura: można się w nią wciągnąć i przeczytać w jeden wieczór – i wtedy pewnie zachowania bohaterów będą mniej irytujące. Ja niestety nie wysupłałam całego wolnego wieczoru i czytałam w kawałkach – ba, był to pierwszy thriller, nad którym zasnęłam. Sama książka nie była oczywiście stuprocentowo winna temu zdarzeniu, ale uczciwie ostrzegam, że ta Helsinki noir opieszałość w odsłanianiu kolejnych zwrotów akcji, to poświęcanie sporo uwagi wątkom pobocznym może męczyć, jeśli lubicie być zaskakiwani na każdym kroku. Z drugiej strony, w tej formule jest dużo realizmu (na przykład gdy bohaterowie odkrywają ważne informacje, po prostu przeglądając lub robiąc coś po raz drugi, trzeci, dziesiąty, a nie od razu trafiając w idealne miejsce), który też przecież warto docenić. Inną kwestią, która z tego wynika, jest całkiem dobrze napisana psychologia postaci: każdej osobie mamy coś do zarzucenia, wszyscy mają wady (i zalety) i stosownie do nich się zachowują – nie zdobywają się na żadne niemożliwe wyczyny, po prostu żyją i postępują zgodnie ze swoim charakterem. To jest naprawdę fajne. Bo nie wiem, jak wam, ale mi się zupełnie przejadły te postaci, co są niby tylko tak na zewnątrz złe/wredne/nieczułe, a w środku mądre i to ich usprawiedliwia. Tuomainen swoich bohaterów nie usprawiedliwia i ich nie broni. On ich po prostu opisuje.

Jeszcze w kwestii wątków pobocznych: często poruszanym w innych recenzjach czy opiniach wątkiem jest to, że książka dotyczy kwestii ekologicznych. Jest to oczywiście prawda, ale wynika raczej z istoty fabuły, a nie chęci przypominania ludziom o katastrofie klimatycznej i konieczności dbania o naturę – bo to przecież jest oczywiste i wszyscy to wiedzą. Serio, to jeden z objawów ogromnej fińskości tej książki – zakładanie, że ludzie mają jakąś sensowną wiedzę na temat dbania o przyrodę i na pewno się oburzą na to, że takie rzeczy jak kopalnia w Suomalahti się dzieją pod ich nosami. Tych objawów było oczywiście więcej, dlatego poniżej jeszcze trzy bardzo fińskie cytaty specjalnie dla was.

W kontekście świadomości ekologicznej:

Wanna miała idealną długość. […] Woda sprawiała, że jego ciało stało się nieważkie, spowalniała ruchy. W wieczór jak ten, po całym dniu wystawania na mrozie, miał prawo zanurzyć się w oparach kąpieli.

W kontekście nabiału:

Z części odpoczynkowej [dla kierowców] wiało szarością. Tu i ówdzie leżały porzucone przedmioty: wiertarka na jednym stoliku, dwa talerze, sztućce, serwetki i szklanki z zaschniętymi resztkami mleka na drugim.

W kontekście designu:

[…] nalał do obu filiżanek i przesunął jedną w moją stronę. Rozpoznałem serwis, z którego pochodziły naczynia: Arabia Singapore.

To oczywiście takie drobne rzeczy, nie mające żadnego wpływu na fabułę, ale to dzięki właśnie takim elementom tę fińskość rzeczywiście czuć. A jeśli dołożymy do tego opisy zimy w Helsinkach i Laponii, to już prawie możemy odpuścić sobie wycieczkę (którą i tak chyba możemy sobie odpuścić, jest jeszcze 2020), bardziej fińsko nawet w samej Finlandii nie będzie.

Zakładam jednak, że nie tylko tego oczekujecie po książce z napisem „thriller” drukowanymi literami na okładce. Thrillera oczywiście znajdzie się sporo, a książkę czyta się szybko i przyjemnie – czyli jak na takie czytadło przystało. I chociaż mam trochę zarzutów do fabuły, to mimo wszystko polecam – chociażby właśnie ze względu na ten specyficzny, fiński klimat.


Więcej informacji o książce: Antti Tuomainen, „Kopaliśmy sobie grób”. Przekład: Edyta Jurkiewicz-Rohrbacher. Wydawnictwo Albatros, 2017.