Historia,  Język fiński,  Kultura

O tym, co buńczucznie Finom z ust wyrwane. O fińskich zapożyczeniach w szwedzkim

Relacje fińsko-szwedzkie od zawsze wyglądały burzliwie. Oto przykład na jedną z nich.

Co twoje, to i moje

Kradzione nie tuczy, nieprawdaż? To motto przyświeca niejednym, pragnącym zdobyć sobie jak najwięcej tylko można. Za nic sobie mają konsekwencje, pozornie słusznie; przecież kraść można też tak, że nikt się nie zorientuje, no to jaki to jest problem? Prawdopodobnie taki, żeby robić to właśnie niepostrzeżenie. A tym razem będzie o złodziejstwach tak jawnych, że nie pomogą im najpieczołowiciej dopracowane strategie kamuflujące. I nawet nie muszą, bo ten typ złodziejstwa w dużej swej części opiera się na mechanizmie: patrzcie, to już jest nie tylko wasze.

Dla Finów to lainasanoja, dla Szwedów lånord, a my mówimy na to zapożyczenia. Oszczędzę wam zarysowania szerszego językoznawczego kontekstu, bo tak naprawdę nie o to tu chodzi (zresztą o procesie zapożyczania można samemu poczytać w Internecie).

Złe gorszego początki

Historia Finlandii od samego początku była szwedzkością naznaczona. Była krucjata szwedzka (XII wiek), a potem jeszcze jedna (XIII wiek), dostanie się Finlandii pod szwedzkie władanie (1249 r.). Dopiero traktat z Haamina (1809 r.) pozwolił Finom uwolnić się spod tego germańskiego brzemienia (trafili wtedy pod carskie berło Aleksandra I – z którego dokładnym tytułem polecam zapoznać się na Wikipedii). Zatem w tym czasie intensywnej szwedyzacji fińszczyzna przysposobiła pod swoje standardy i potrzeby niemałą ilość szwedzkiej leksyki. Do dziś Finowie używają takich słów, a dotyczą one każdej odmiany języka i, co za tym idzie, typu słownictwa. Począwszy od opartej na szwedzkim Helsingfors nazwy własnej stolicy, poprzez lustro (peili, szw. spegel), piekło (helvetti, szw. helvete), nieco bardziej nieprzebierające w środkach wyrażanie dezaprobaty (vittu, szw. fitta) czy proste, acz ratujące życie narzędzia jak śrubokręt (meisseli, szw. mejsel).

Galopująca szwedyzacja odniosła więc długofalowe skutki, odciskając trwale swój ślad na fińskim słownictwie. Jednakże Finowie postanowili nie pozostawać im dłużni. Mimo postępujących działań mających na celu marginalizację języka fińskiego i rozpowszechnianie szwedzkiego, Finom udało się niepostrzeżenie wsunąć w ryzy sztywnego germańskiego szyku nieco swojego dorobku leksykalnego na miejsce szwedzkich wyrazów (tak naprawdę to nie w ten sposób przebiega ten proces; wtedy mowa byłaby o fennizacji; tu po prostu mamy do czynienia ze zwyczajnym potraktowaniem jednego języka jako doskonałego źródła przydatnych słów; czy to najwyższa pora, by polszczyzna przejęła śląską klapsznitę?). Ich sukces jest może nieco mniejszy, z pewnością jednak pozostaje widoczny, szczególnie w północnoszwedzkich dialektach. Najłatwiej wszak zapożycza się słowa, których użycie dominuje w codziennym życiu – są to więc często zwroty pochodzące ze slangu lub gwar.

Teraz będą przykłady

Trudno jest znaleźć takie, których Internet nie wypluwa od razu po wpisaniu w wyszukiwarce odpowiedniej frazy. Ale co tu dużo mówić, od tego przecież jesteśmy.

Na początek coś najbardziej powszechnego:

  • Pojke (fiń. poika) – czyli chłopiec. Wyparło germański termin dräng, którego znaczenie obecnie odnosi się do czegoś w stylu chłopca na posyłki, pracującego w polu i wokół domu, pomagiera.
  • Tundra (fiń. tundra) – teren owładnięty karłowatą roślinnością, gleby niezbyt żyzne, wieczna zmarzlina i cała reszta wyniesionego z gimnazjalnej lekcji geografii arsenału opisu tej strefy klimatycznej. Jest szansa, że słowo to w szwedzkim znalazło się jednak przez rosyjski, ale fińska ścieżka jest (moim zdaniem) również prawdopodobna. Swój początek ma jednak z dużym prawdopodobieństwem w lapońskim tundar ‘teren wzniesiony, górzysty, nieporośnięty’.
  • Ria (w dialektach fińskoszwedzkich ria) – budynek, w którym w średniowieczu suszono ziarna zbóż. Powstało z fińskiego riihi ‘zboże’.
  • Katsa (fiń. katiska) – kojarzycie takie przypominające z wyglądu klatki konstrukcje zbudowane w wodzie, ustawiane tuż przy brzegu, by dały się w nie złapać ryby? Ja też nieszczególnie, ale kto wie, może to być jeden z prototypów stawów hodowlanych albo zalążek idei chowu klatkowego? Okazuje się, że polsku nazywa się to więcierz i według Wikipedii pojawiło się w Ostatnim Życzeniu Sapkowskiego i jednym z wierszy Jacka Kaczmarskiego – może więc pora podejść do tych utworów na nowo w sposób bardziej uważny?
Współczesna katiska
  • Pörte – chata bez komina. Za to z klapą dymową lub innym rodzajem ujścia dla dymu z ogniska zapewniającego domostwu ciepło. Pochodzi od fińskiego słowa pirtti ‘chałupa’. I, co ciekawe, te fińskie kominy już mają.
  • Motti (fiń. motti) – użycie motti zależy od kontekstu mu towarzyszącemu – może to być naręcze, określane w słownikach jako taką miarę ilości/objętości, ile drewna się zmieści między ramionami; może to być też po prostu oblężenie. Generalnie chodzi tu o kształt średnicy promowany przez TVP.
  • Rana (fiń. raanu) – ten postsowiecki akcent najwyraźniej musiał mieć w domu nie tylko każdy Fin, ale i co-któryś Szwed, skoro przysposobili sobie taki wyraz. Na polskich forach internetowych, okazuje się, rozgorzały debaty, czy jest to arras, kilim, gobelin czy może wyjątkowo okazała makatka. Mówiąc tak, że już prościej nie można – dywan na ścianie.
  • Kont (fiń. kontti) – zbiornik, rodzaj kontenera, skonstruowany specjalnie tak, by dało się go nosić na plecach. Inne definicje podają, że jest to zwyczajnie prosty plecak bądź sakwa, tradycyjnie wyplatana z kory brzozy.
  • Pulka (fiń. pulkka) – nie tylko fińskie, lecz saamskie. A są to niskozawieszone sanki, w których można usadowić się wygodnie, i ciągnie je znajdujący się po drugiej stronie przymocowanego do nich sznura pies (może być też człowiek albo duży kot – w zależności od tego, co takiego jest pod ręką).
Mniej więcej tak to teraz wygląda.

Po tylko pobieżnym zaznajomieniu się z fińskimi zapożyczeniami okazuje się, że na oko co trzecie dotyczy sposobu łowienia ryb, poruszania się ryb, nazwy na ryby buszujące w sitowiu lub ogrodzeń dla łososi. Nawet w połączeniu z pozostałymi, jest to bardzo tradycyjne słownictwo, które uwydatnia przywiązanie fińskiej (lecz i szwedzkiej) tradycyjnej społeczności do walki o swoje sisu – wewnętrzną siłę, którą codziennie na każdym kroku Fin powiększa i robi wszystko, by dalej pozwalała mu iść przez życie.