Kultura,  sztuki wizualne

7 fińskich artystek na pierwszy dzień sztuki fińskiej

Wczoraj po raz pierwszy w Finlandii obchodzony był dzień Tove Jansson i sztuki fińskiej. Jest to analogiczne święto do takich okazji jak dzień Aleksisa Kiviego i literatury fińskiej, czy dzień Minny Canth i równości, które także wyznaczone są na urodziny tych odznaczających się w historii Finlandii postaci. Dni te jednak nie ograniczają się do wznoszenia peanów nad konkretną jednostką, a raczej skłaniają, aby zwrócić uwagę na to, co dla danej osoby było ważne.

My wczoraj świętowaliśmy tematycznym słowem na niedzielę, a dziś rozwijamy temat i prezentujemy subiektywny wybór prac siedmiu fińskich artystek różnych mediów i różnych czasów.

Ellen Thesleff — Omakuva (Autoportret), 1894-95

Ellen Thesleff jest jedną z najbardziej znanych twórczyń (tak, twórców też) modernizmu. Jej podstawowym medium było malarstwo, jednak jej najbardziej rozpoznawalne dzieło nie ma wiele wspólnego z malarstwem, a, jak na modernizm, jest mocno tradycyjne. Do stworzenia Autoportretu Thesleff użyła jedynie papieru i ołówka, zestawu, który wciąż kojarzony jest bardziej ze szkicami niż z pełnoprawnymi pracami. Rysunek po raz pierwszy został zaprezentowany na wystawie Fińskiego Towarzystwa Sztuki w 1895 roku, ale artystka nie była zadowolona z efektu i po zdjęciu z ekspozycji dalej nad nim pracowała. W efekcie obraz ma dwa podpisy. Dzieło zostało podarowane organizatorowi kolejnej wystawy, na której znalazł się Autoportret, ale pod warunkiem, że po jego śmierci obraz trafi do kolekcji publicznej. Od 1933 rysunek jest częścią zbiorów Ateneum.

Elsa Salonen — Study of Eternal Cycle, 2014

Gdyby trzeba było bliżej sklasyfikować działalność artystyczną Elsy Salonen, należałoby chyba powiedzieć, że uprawia ona sztukę pigmentów. Ale nie oznacza to malarstwa, chociaż mogłoby służyć za ładny opis także tej formy wyrazu. Elsa Salonen stworzyła własną technikę oddzielania barwnika od różnych rzeczy i od lat właśnie tego typu działanie jest bazą dla pracy artystki. Wybrane przeze mnie dzieło składa się z róży oraz jej kolorów, oddzielonych od siebie, zatrzymanych w tym krótkim momencie, gdy kwiat może być podziwiany. Pigment wyciągnięty z róży został umieszczony w specjalnym naczyniu i jest naświetlany tak, aby kolorowy cień padał na kwiat tworząc złudzenie, że roślina wciąż żyje.

Pilvi Takala — The Trainee, 2008

Pilvi Takala znana jest z performansów nagrywanych ukrytą kamerą. Artystka aranżuje różne sytuacje angażujące nieświadome niczego osoby trzecie, nagrywa je i później prezentuje efekty na wystawach w formie krótkich filmów. Jedną z bardziej znanych prac Takali jest The Trainee. W tej produkcji pomogła jej pewna firma, która zgodziła się przyjąć artystkę, by udawała praktykantkę. Po kilku dniach wykonywania standardowych obowiązków, praktykantka przestała robić cokolwiek. Nawet nie udawała że pracuje, siedząc przy komputerze i przeglądając some*. Okazało się, że takie tworzenie pozorów jest jakoś łatwiej zaakceptować niż otwarte nierobienie niczego, które spotkało się z ciekawymi reakcjami innych pracowników firmy. The Trainee możecie obejrzeć na stronie artystki. W przyszłym roku Pilvi Takala będzie reprezentować Finlandię na Biennale w Wenecji.

Emma Ainala — Never-ending Clout, 2019

Wyobraźmy sobie, że istnieje jakaś pozaziemska cywilizacja, której przedstawiciele postanowili poznać ludzką kulturę i używają do tego some, a następnie malują nasz świat na podstawie tego, co zobaczyli. Myślę, że efekt byłby bliski temu, co tworzy Emma Ainala. Każdy jej obraz jest jak gęsta symboliczna zupa, do której autorka powrzucała pozornie co popadnie. Makabra rodem z taniego horroru łączy się z wyidealizowaną estetyką popkulturowych mediów, promujących ludzi zawsze młodych i pięknych. Czasem obok ikon naszych czasów pojawi się cytat z historii sztuki albo mitologii, ale ostatecznie jest trochę jak w dziwnej reklamie, której celem jest zapaść w pamięć — przecież nieważne jak się mówi, byle się mówiło. Wszystko to rozlewa się w jakimś cukierkowym niedookreśleniu, które szybko okazuje się bardzo niepokojące. Jeden obraz nie może być godnym reprezentantem tego lepkiego świata, choć ma dość treści, aby zapewnić atrakcje nawet podczas dłuższej wycieczki.

Sugerowany soundtrack: Princess Chelsea.

https://www.instagram.com/p/Bx1fUxNhIGz/

Elina Brotherus ­— Model Study 15, 2004,  z serii Model studies

Kolejna artystka jest przedstawicielką tak zwanej Szkoły Helsińskiej — czyli fotografików uczących się fachu na Uniwersytecie Alvara Aalto. Jednym z ważniejszych tematów w karierze Eliny Brotherus jest postać modela_ki oraz relacja osoby pozującej z artyst(k)ą. Na wielu swoich fotografiach oddaje różne typowe sytuacje, w których w konkretnych okresach lub przez całe wieki historii sztuki znajdowały się modelki. Chociaż sama twórczyni mówi, że w serii Model studies dążyła przede wszystkim do stworzenia przyjemnego efektu wizualnego, nie da się pominąć podjętej problematyki. Brotherus jest jednocześnie artystką i modelką, więc siłą rzeczy jej sprawczość jest na zupełnie innym poziomie niż u większości pozujących. Na części zdjęć można nawet zauważyć, jak twórczyni sama naciska spust migawki. Czy jesteście w stanie odgadnąć do jakiego dzieła (dzieł?) z historii sztuki Brotherus odnosi się w tym konkretnym ujęciu z serii?

Outi Pieski — Čohkiideapmi / Falling Shawls, 2017

Tak, naprawdę Pieski. Niestety Outi Pieski akurat pieskami się nie zajmuje (w przeciwieństwie do Emmy Ainali!), ale biorąc pod uwagę, że czworonogi są wszędzie, a kultura mniejszości samskiej jest jedyna w swoim rodzaju, to może nawet lepiej. Praca Čohkiideapmi nawiązuje do chust będących tradycyjnym elementem damskiego stroju samskiego. Artystka zaprosiła do współpracy 12 Samek z różnych części Sampi, by razem z nią wyplotły tysiąc elementów składających się na instalację — oczywiście przy użyciu starych, samskich metod. Dzieło było wystawiane zarówno w galeriach, jako rzeźbiarska forma zajmująca całą salę, jak również nad przestrzeniami użytkowymi, w których miało bardziej dekoracyjny charakter. W tym drugim przypadku czytelniejsze staje się wizualne nawiązanie do górujących nad ludźmi kolorów zorzy polarnej.

Tove Jansson — Fest i staden (Święto w mieście), 1947

No i oczywiście na koniec główna bohaterka święta — Tove Jansson, często nazywana Mamą Muminków, czego zresztą sama artystka nie znosiła. W latach 40., gdy powstało Święto w mieście, Muminki były jednak wciąż ekscytującym projektem — po szwedzku ukazała się dopiero druga książka z serii i nikt jeszcze nie przewidywał, że muminkomania wkrótce ogarnie pół świata i przytłoczy ich twórczynię. Entuzjazm widać chociażby po tym, że Muminek obecny jest na obrazie — potraficie go znaleźć? Na pierwszym planie widać także autorkę, ale centralne, najbardziej honorowe miejsce przypadło Vivice Bandler, reżyserce teatralnej, a w czasie tworzenia obrazu, kochance Jansson. Święto w mieście oraz jego siostrzany fresk Święto na wsi, czyli w oryginale Fest på landet powstały na zamówienie do restauracji w piwnicy ratusza w Helsinkach. Oba zostały namalowane na specjalnie zmontowanych panelach, dzięki czemu po latach łatwo było wydostać obie prace z oryginalnych pomieszczeń i przenieść na stałe do HAM, Helsińskiego Muzeum Sztuki.


*some to fiński skrót na media społecznościowe. Jest bardzo zgrabny i bardzo potrzebujemy takiego w polskim, więc postanowiliśmy go pożyczyć.

Źródła: Ateneum, HAM, strony artystek 1, 2, 3