film,  Kultura

Co Netflix kręci w Helsinkach? Recenzja serialu Karppi

Serial Rike Jokeli „Karppi” pojawił się na platformie Netflix nie tak dawno temu, bo w 2018 roku. W skład pierwszego sezonu wchodzi dwanaście 45-minutowych odcinków, a według Yle, wiosną tego roku (czyli chyba już wkrótce) ma pojawić się drugi. I choć główna fabuła dla fanów gatunku być może nie będzie niczym wielce odkrywczym, to poza głównym śledztwem towarzyszą nam inne absorbujące i zagmatwane zagadki oraz problemy rodzinne głównej postaci, Sofii Karppi.

Tytułową bohaterką jest stołeczna policjantka, która powraca z dziećmi do Helsinek po nagłej śmierci męża. Tymczasem sprawa śmierci Anny Bergdahl, znalezionej na placu budowy ekologicznego osiedla zatrudniającego ją koncernu Tempo, praktycznie od razu pochłania całą uwagę i rozsądek Karppi. Detektyw często zachowuje się brawurowo, co nie podoba się ani jej przełożonemu, ani jej partnerowi w śledztwie, Nurmiemu. Niejednokrotnie słyszy, że powinna odpocząć i zająć się rodziną. Kobiecie trudno jest połączyć życie zawodowe i opiekę nad nastoletnimi dziećmi. Niejednokrotnie po kłótniach z córką opuszcza mieszkanie i kontynuuje śledztwo nocą na własną rękę. I choć z pozoru jej zachowanie mogłoby wydawać się irracjonalne, to ona doprowadza nas do zabójcy.

Ofiara zawinięta w plastik, czyli zapożyczenie z klasyki gatunku, Twin Peaks.

Głównym podejrzanym staje się Alex Hoikkala, współwłaściciel Tempo. Firma zdaje się ukrywać niebezpieczne tajemnice i problemy, a Karppi próbuje ustalić, co łączyło z nimi Annę Bergdahl. Innym podejrzanym jest Roope Hoikkala, grany przez Riku Nieminena, znanego między innymi jako Munamies.

Pogrążony w żałobie mąż ofiary, Usko, również postanawia poprowadzić śledztwo na własną rękę. Czekanie na jakiekolwiek informacje doprowadza go do granicy wytrzymałości, a musi też opiekować się dwiema córkami, które boją się zabójcy matki i wypytują go o rozwój wydarzeń. Postać Usko Bergdahla grana jest przez Jani Volanena, który niesamowicie przedstawia kłębiące się w tej postaci emocje.

Jednak to Pihla Viitala, grająca tytułową Karppi, przykuwa uwagę widza najbardziej. Jest to postać wyrazista i zdecydowanie najlepiej zagrana. Aktorka idealnie oddaje uczucia bohaterki – jej złość, frustrację czy zmęczenie, czasem jedynie za pomocą spojrzenia czy skrzywienia warg.

Warto też docenić fakt, że niemym świadkiem wydarzeń są właśnie Helsinki. Jednak nie takie z przyjazną, turystyczną twarzą, tylko ich zaułki i zakamarki. A one nie napawają urokiem. Jest mroczno, ciemno, szaro i pada śnieg. Tak jak w sumie powinno być w nordyckich kryminałach.

Przez pierwsze trzy odcinki fabuła ciągnie się niemiłosiernie. Z czasem jednak zaczyna się rozbudowywać i wciągać widza. Osobiście cieszę się, że przetrwałam swój pierwszy kryzys i mam nadzieję, że zachęciłam również i was do obejrzenia tej produkcji. Ciekawe, jaką zagadkę będzie musiała rozwiązać Karppi w nadchodzącej drugiej części…

Ocena: 7/10


Wszystkie zdjęcia wykorzystane w tekście pochodzą z serialu.