Kultura,  literatura

Na słodko i słono. Recenzja książki „Finlandia. Sisu, sauna i salmiakki”

Sporo czasu minęło, zanim zabrałam się za tę książkę. Kilkakrotnie mi ją polecano, co rusz przewijała się, zachęcając tytułem i okładką. Aż wreszcie na Ziemię zstąpił koronawirus, a wraz z nim poważna obawa, że przy zamkniętych bibliotekach zabraknie mi w życiu książek. Tak właśnie do mojego domu zawitała ona – Finlandia. Sisu, sauna i salmiakki Aleksandry Michty-Juntunen, a wraz z nią mały książkowy stosik antykryzysowy. A potem jeszcze trochę czasu musiało minąć, żeby nie tylko polecanki, ale i ta recenzja nabrała mocy urzędowej.

https://www.instagram.com/p/B_pRaHpHlVH/

Przyznam, że bałam się zabrać do czytania. Zwłaszcza po tym, jak w porywie nieuzasadnionego entuzjazmu zamawiałyśmy przedpremierowo Kocie chrzciny. Bałam się podobnych bubli i tego, że najzwyczajniej w świecie wynudzę się jak mops, spędzając trzysta stron z życia na czytaniu czegoś, co już dawno wiem. Na szczęście bałam się zupełnie niesłusznie.

Finlandia. Sisu, sauna i salmiakki to profesjonalna i merytorycznie bardzo dopracowana pozycja. I chyba pierwszą rzeczą, jaką należałoby o niej powiedzieć, jest to, że mnie zaskoczyła. Głównie dlatego, że z bliżej niewyjaśnionych przyczyn spodziewałam się reportażu. Skądś wzięła mi się w głowie taka myśl, że to musi być reportaż i przyjęłam ją za pewnik. A tu niespodzianka: miałam do czynienia z bardzo przyjemnym w lekturze kompendium wiedzy o Finlandii, odpowiednim dla czytelnika_czki na każdym poziomie zaawansowania fennofilstwa. Znajdziemy tu tak informacje ogólne i podstawowe, jak i zadziwiające szczegóły, które zauważyć może tylko emigrant(ka) z długim stażem.

Nie aż tak dawno w komentarzu pod tekstem Aleks o wspomnianych wcześniej Kocich chrzcinach odsyłałam was do wiekowej już, ale i kultowej książki Finlandia Walczaka, mając świadomość, że po tych prawie pięćdziesięciu latach od jej publikacji nie jest to pozycja najłatwiejsza w odbiorze i przy okazji trochę zdezaktualizowana, ale jednak stanowi solidne źródło wiedzy do cytowania nawet w pracach dyplomowych. Przepraszam was za to. Od dziś cytujcie panią Michtę-Juntunen. Wasze życie będzie zdecydowanie prostsze, a i źródło aktualne. (Oczywiście możecie też cytować nas, chociaż nie wiem, co na to wasi promotorzy). Jeśli się jednak obawiacie, że to może zbyt „niepoważne” źródło, warto je też wykorzystać jako miejsce, w którym zaczerpniecie inspiracji do szukania: wśród oznaczonych źródeł znajdziecie zarówno książki, jak i źródła internetowe, do których możecie sięgać bez ograniczeń, a jednak niekoniecznie byście na nie wpadli.

W Sisu, sauna i salmiakki o Finlandii znajdziecie zresztą wszystko, co może wam być potrzebne: trochę polityki, trochę społeczeństwa, trochę kultury, trochę języka. I może nie zawsze w idealnej proporcji, czasem lista faktów wyda się nieco przydługa, ale w 99,9% przypadków możecie na niej spokojnie polegać. Zostawiam tu oczywiście pewien margines błędu, zwłaszcza że znalazłam jedną rzecz, do której rzeczywiście można się przyczepić. Jedną. Rzecz.

Jest nią tłumaczenie gramatyki fińskiej. I od razu mówię: to nie tak, że jest ono błędne, po prostu kilka wyrażeń brzmi jakoś inaczej, chociaż formalnie chyba funkcjonują – na przykład określenie wymiana stóp wydaje się dziwnym przekładem dla astevaihtelu*. Zwłaszcza że po przyzwyczajeniu się do o wiele więcej mówiącego wyrażenia zmiana stopnia trudno się przestawić na jakiekolwiek inne. Autorka jednak kilka razy pisała, że uczyła się fińskiego w Finlandii i to całkowicie usprawiedliwia te różnice w nazewnictwie. Nie mogę też zrozumieć, że zmianę stopnia określa się tu jako wyjątkowo trudna. Owszem, wiele rzeczy trzeba w niej wziąć pod uwagę i trochę czasu zajmie, zanim będziemy ją stosować mechanicznie, ale nie ma w tym zjawisku większych komplikacji. Co nie znaczy, że nie może sprawiać problemu – każdy przecież uczy się i zapamiętuje trochę inaczej, jednym trudniej jest zapamiętać zmianę stopnia, innym illatiivi, jeszcze innym mieszać się będą imiesłowy. To jest zupełnie naturalne i nie ma się czym przejmować – chociaż zupełnie uważam, że nie taka zmiana stopnia straszna, jaką ją autorka maluje. Może jednak to jest rzeczywiście taka najtrudniejsza z najłatwiejszych rzeczy i dlatego właśnie została wybrana jako przykład – bo wyjaśnienie tych dużo trudniejszych osobie, która fińskiego nie zna w ogóle, chyba graniczyłoby z cudem.

To jednak rzeczywiście koniec złych rzeczy, które znalazłam w tej książce. Jak widać, osiągnęłam bardzo zaawansowany poziom czepialstwa, żeby doszukać się jakichś wad. Tak naprawdę jedyne minusy, jakie mogłyby zrazić potencjalnego czytelnika, to właśnie skłonność do popadania w wyliczenia oraz momentami nieco suchy styl. Jest na to jednak bardzo prosta rada: faktycznie potraktować tę książkę jako kompendium wiedzy i czytać je partiami. W tej książce znajdziemy wiele informacji nawet „między wierszami” i warto ją faktycznie przeczytać ze zrozumieniem.

Za to rzeczy naprawdę fajnych jest w tej książce sporo – moim faworytem jest wtrącanie między ogólne, podstawowe informacje takich ciekawostek, że nawet najbardziej zaawansowani fennofile znajdą tu coś nowego. I to z różnych dziedzin: będzie tu tak wyczekiwane przez nas obalenie mitów o fińskich statystykach samobójstw i suszarce do naczyń, będą opisy fenomenu pchlich targów, plastikowych wiader czy dziwacznych sportów. Ta pozycja przyciąga zresztą nie tylko treścią, ale i formą: zachwycimy się tu pięknymi fotografiami na pół albo i dwie strony, które aż proszą się o lakierowany papier, a nawet stylistyką stopek.

Sisu, sauna i salmiakki to pozycja, którą polecam każdemu, kto chciałby się czegoś dowiedzieć o Finlandii, ale i tym, którzy myślą, że wszystko już wiedzą. Jest w niej sporo ciekawostek i spostrzeżeń, których nie znajdziecie w poradnikach ani typowych reportażach. Weźcie jednak poprawkę na to, że zdarzą się też fragmenty, w które trudno się będzie wciągnąć – chociaż może się okazać i tak, że to właśnie te fragmenty będziecie później najchętniej cytować. A zresztą, przekonajcie się sami – poświęćcie trzysta stron swojego czasu i dajcie znać, co wam się podobało.


* Z wyrażeniem wymiana stóp spotkałam się tylko na polskiej Wikipedii, na której nie było odnośników do polskojęzycznych źródeł w tym temacie. Być może ten termin rzeczywiście gdzieś funkcjonuje, jednak ja z nim dotąd nie miałam do czynienia.