Kultura,  Podróże,  sztuki wizualne

Lekarstwo na zło tego świata, czyli z wizytą u Muminków

Przyszedł nowy rok. Jest ciemno, zimno, sesja nadchodzi. A jak dla kogoś nie nadchodzi, to może i jeszcze gorzej, bo nie ma nawet motywacji, aby się za siebie wziąć… Aż chciałoby się rzucić wszystko i pojechać do Doliny Muminków. Złośliwi pewnie zaraz by powiedzieli, że jasne, równie dobrze można wybrać się do fikcyjnej krainy, co w Bieszczady, skoro wiadomo, że i tak to „rzucanie wszystkiego” nigdy nie wychodzi i jednak kurczowo trzymamy się wszystkich obowiązków, które codziennie, powoli doprowadzają nas do rozstroju nerwowego.

Na szczęście marzyciele mają na to dobrą odpowiedź: Dolina Muminków może i jest tworem wyobraźni, ale nie oznacza to wcale, że nie można jej odwiedzić. Wręcz przeciwnie, jest to nawet łatwiejsze, bo w ten sposób może ona istnieć w kilku miejscach jednocześnie. Obecnie muminkowe parki rozrywki zwiedzać można w dwóch bardzo odległych od siebie krajach, które są szczególnie przywiązane do trolli i reszty mieszkańców Doliny: w Finlandii i Japonii. Budowę trzeciego tego typu obiektu zapowiedziano także w Polsce, a konkretnie w miejscowości Borowice w Karkonoszach.

Istnieje jeszcze jedna opcja, która zostawia więcej przestrzeni wyobraźni i ukierunkowana jest w większym stopniu na wrażliwość mola książkowego niż fana wyłącznie japońskiego serialu oraz parków rozrywki jako takich: Muzeum Muminków w Tampere (Muumimuseo). I chociaż moim celem nie jest ukazanie tu wyższości muzeum nad wesołym miasteczkiem, trudno mi odmówić sobie dodania w tym miejscu, że parków rozrywki wedle chęci można zbudować i całe dziesiątki, podczas gdy kolekcja muzeum jest i zawsze będzie tylko jedna.

Fińskie wydania Muminków.
Źródło: muumimuseo.fi

Bazą ekspozycji w Muzeum Muminków są prace przekazane Muzeum Sztuki w Tampere przez autorkę książek o Muminkach, Tove Jansson, oraz jej partnerkę, Tuulikki Pietilę. Zbiór składa się z blisko tysiąca rysunków i obrazów powiązanych ze światem Muminków (a także drugiego tysiąca prac o odmiennej tematyce) oraz około 40 przestrzennych przedstawień scen z przygód Muminków. Początkowo instytucja zorganizowała jedynie wystawę czasową, która prezentowała dorobek plastyczny Jansson, a dopiero później powołała nowe muzeum, mające za zadanie opiekę i prezentację dzieł z Doliny Muminków. Specjalnie w tym celu, w Głównej Bibliotece w Tampere (zwanej Metso*), zaplanowana została przestrzeń ekspozycyjna. Na czas remontu biblioteki w 2012 roku, kolekcja została tymczasowo przeniesiona do budynku Muzeum Sztuki, ale, poza jedną makietą, nigdy nie wróciła do Metso. Ostatecznie w 2017 roku zbiory przeprowadziły się do centrum widowiskowo-kongresowego Tampere Talo, w którym pod wystawę zostało przygotowane niemal 2000 metrów kwadratowych.

Warto w tej skróconej historii zwrócić uwagę na jeden malutki szczególik, który obecnie często pomijany jest przez wszystkich, z zarządem Muzeum włącznie: Tove Jansson przekazała swój dorobek nie jakiemuś przypadkowemu muzeum, nie władzom miasta, tylko muzeum sztuki. Również współczesne Muzeum Muminków jest muzeum sztuki, chociaż wydaje się, że zespół kuratorski oraz cały dział marketingu specjalnie unikają tego przerażającego słowa na „Sz”, jakby bali się, że zniechęci czy wręcz odstraszy potencjalną publiczność. W zasadzie trudno się dziwić, bo wiadomo, jak to bywa ze sztuką, zwłaszcza nowoczesną: najczęściej trudno zrozumieć, o co w niej chodzi, niby zachwyca, ale jednak nie zachwyca i w ogóle jest dość problematyczna. Nie to co Muminki. Poza tym, jakby nie patrzeć, przyjazne trolle świetnie się sprzedają jako one same i nie potrzebują uwznioślenia przez nazywanie ich sztuką, aby budzić zainteresowanie. Patrzenie na kolekcję przez pryzmat sztuki i zastanawiania się, czy Tove Jansson wielką artystką była, mogłoby zwyczajnie popsuć atmosferę.

Tove i Tuulikki
Tove Jansson i Tuulikki Pietilä pracujące nad jedną z makiet. Źródło: forlaget.com

Nie zmienia to jednak faktu, że Muzeum Muminków funkcjonuje jak dobre, nowocześnie zorganizowane i ukierunkowane na widza muzeum sztuki. Trzeba to tylko umieć dostrzec pośród całej wystawienniczej architektury i różnych atrakcji, które mają umilić nam pobyt. Z tradycyjnie pojmowanymi muzeami sztuki łączy je chociażby położenie nacisku na oryginalność: wartość zebranych dzieł w dużej mierze bierze się stąd, że wykonał je nie kto inny, tylko Tove Jansson.

Muzeum Muminków podjęło jednak wiele wysiłku, aby być miejscem przyjaznym dla odwiedzających. Co prawda obowiązuje w nim zakaz dotykania eksponatów, ale za to nie ma żadnych ścian tekstu, których odechciewa się czytać po dwóch akapitach, nie ma monotonii białych ścian ani ignorowania wszystkich zmysłów, które nie są wzrokiem. Są za to różne zabiegi, które mają na celu zatrzymanie uwagi odwiedzającego. Można spędzić w muzeum nawet trzy godziny i się przy tym  nie nudzić – bo odwiedzający nie nudzi się, kiedy coś robi, zamiast tylko przyswajać informacje czy biernie oglądać obrazki.

Do atrakcji należą interaktywne animacje oraz przeskalowana reprodukcja książki obrazkowej Hur gick det sen? (ang. What happens next?, niewydana w Polsce), która znalazła się w muzeum w formie przyczepionych do ściany plansz wysokości dorosłego człowieka. Hur gick det sen? jest interesująca nie tylko przez rozmiar, ale także przez koncepcję autorki, która polegała na umieszczeniu otworów w różnych miejscach na stronach książki.

Muzeum Muminków w środku.
Muzeum od środka. Źródło: muumimuseo.fi

Odwiedzający mają również możliwość pobawić się tabletami, na których umieszczone są opisy makiet w formie przystępnej do czytania oraz wirtualna wycieczka po domu Muminków. Kolejne jeszcze urządzenia znajdują się w studiu animacji: instytucja zachęca do tworzenia własnych scenek o Muminkach za pomocą przygotowanych wcześniej papierowych postaci i teł oraz specjalnych aplikacji w tabletach. Dodatkowo dostępne są materiały, aby stworzyć kolejne elementy do animacji według swojego własnego pomysłu. Po zakończeniu pracy gotowe gify można udostępnić w mediach społecznościowych z muminkowym hasztagiem.

Podczas wizyty nie można przeoczyć pracy, która została włożona w stworzenie w muzeum bajkowego klimatu. Co prawda półmrok, który robi większość efektu jest podyktowany nie tyle względami estetycznymi, co raczej potrzebami delikatnych ilustracji, ale na tym sprawa się nie kończy. W całym muzeum pojawiają się elementy, które mają na celu tylko i wyłącznie ozdabianie przestrzeni, jak chociażby podświetlane obrazki w ścianach, intrygujące cienie rzucane na podłogę czy praca współczesnej artystki Hanny Vihräli: kometa pojawiająca się nad Doliną Muminków w jednej z książek. Całości dopełnia ścieżka dźwiękowa złożona z szmerów natury, dźwięku padającego deszczu i śpiewu ptaków. Ogółem: sielanka.

Wiecie już, że o Muzeum Muminków można całkiem sporo napisać. Ale czy warto je odwiedzić? Cena w końcu jest niebagatelna: 12€ za bilet normalny i 6€ za ulgowy, a do tego legitymacja studencka nie jest powodem do zniżki**. Moja odpowiedź jest krótka i prosta — tak.


* Metso, czyli głuszec. Nazwa wzięła się od kształtu biblioteki widzianej z góry, w zamyśle architekta i architektki, właśnie głuszca. Za projekt budynku odpowiedzialni byli Reima i Raili Pietilowie, czyli brat Tuulikki Pietili z żoną.

** Chociaż zawsze można spróbować! Doświadczenie nas wielokrotnie uczyło, że w praktyce o legitymację pytają rzadko, więc a nuż się uda.


Źródła:

https://yle.fi/uutiset/3-9669246 https://yle.fi/uutiset/3-6388434

Po więcej informacji możecie zajrzeć też na stronę Muzeum.

Grafika z nagłówka: ttnotes.com