film,  Kultura,  muzyka

Nie tylko The Rasmus – wywiad z Eero

Możecie znać go z The Rasmus – jednego z najpopularniejszych fińskich zespołów. Zakładam jednak, że pewnie niewielu z was słyszało, że kocha jogę i jest również reżyserem. W 2018 roku w wakacje, tuż przed festiwalem Qstock w Oulu miałam okazję porozmawiać z Eero Heinonenem o planach, pasjach i inspiracjach, związanych właśnie z filmami.

https://www.instagram.com/p/B5XK18KBf4h/?utm_source=ig_web_copy_link

Paulina: Eero, powiedz proszę, jak to wszystko się zaczęło, jak zainteresowałeś się kręceniem i produkcją filmów?

Eero Heinonen: Wszystko zaczęło się między rokiem 2006 a 2007, kiedy wraz z zespołem przygotowywaliśmy nowy album, Black Roses. To był w pewien sposób ważny moment dla zespołu, ponieważ po raz pierwszy współpracowaliśmy z producentem, o tak wysokim statusie – Desmondem Childem [pracowali z nim m.in. Kiss, Bon Jovi, Alice Cooper, Aerosmith  – przyp. aut.]. Pożyczyłem kamerę od ojca i wziąłem ją do studia, tego dnia, gdy słuchaliśmy pierwszego utworu wyprodukowanego przez Desmonda. Lauri i Pauli [wokalista i basista The Rasmus – przyp. aut.] byli… w sumie my wszyscy byliśmy bardzo podekscytowani tą nową sytuacją. Ta piosenka – Justify – dała nam nowe pomysły i nowe emocje. I wtedy zdałem sobie sprawę, że uchwyciłem wiele z tych emocji kamerą. To było interesujące do oglądania. Powiedziałem reszcie – ok, to może być pełnometrażowy film dokumentalny o nagrywaniu tego albumu! Więc kontynuowałem, robiłem wywiady z zespołem i zaczęła się z tego tworzyć trwająca godzinę historia. Później dokument bardzo spodobał się fińskiemu nadawcy telewizyjnemu – YLE – i kupili prawa do niego. Pomyślałem wtedy, że mam jakieś zdolności, które tu zadziałały, więc postanowiłem kontynuować.  Obecnie robię wiele projektów podobnych do pierwszego – dokumenty, teledyski i tym podobne. Czuję, że to jest właśnie coś, co lubię i z czego mogę dużo czerpać.

Wiem, że nadal kręcisz podczas tras koncertowych The Rasmus. Pamiętam Cię z kamerą przed, po, jak również w czasie koncertów. Czy łatwo ci filmować kolegów z zespołu? Jak oni na to reagują?

Myślę, że rozumieją, że lubię uchwycić pewne momenty, w szczególności wtedy, kiedy jesteśmy w jakiś egzotycznych miejscach. W jakiś sposób są już przyzwyczajeni do mnie z kamerą. I mam też pomysł na film dokumentalny, który łączyłby zespół podczas trasy koncertowej i moje doświadczenia związane z tym, jak muzyka może przenosić cię do różnych stanów. Jak muzyka i medytacja, moim zdaniem, łączą się. Może pojawić się tam zespół będący w trasie i ja eksperymentujący ze stanem euforii, którego da się doświadczyć z obu, z muzyki i z medytacji. Projekt na razie jest wstrzymany, ale zawsze dobrze jest nagrać materiał z chłopakami, ponieważ później, czy to za 10 czy za 15 lat, będziemy mogli go jakoś użyć.

Pracowałeś też nad teledyskami The Rasmus i innych zespołów?

Tak, współpracowałem z fińskim reżyserem – Ville Lipiäinenem, który nagrywał m.in. z Nightwish czy szwedzkim zespołem Pain. Zrobiliśmy razem kilka projektów, ja byłem kamerzystą, on reżyserem.

Czytałam, że pracowałeś nad filmem dokumentalnym o fińskim zespole Dingo.

Tak, to świetny projekt, ale niestety został przerwany. Wtedy, kiedy miał się rozpocząć, dostałem dobre miejsce na uczelni w Australii [Australian Film Television and Radio School – przyp. aut.] i zdecydowałem się tam studiować. Nie mógłbym realizować dwóch projektów na raz. Chciałbym jednak wrócić do tego pomysłu. Dingo mieli w przeszłości wiele dobrych piosenek i byli ważni dla Finów, co czyni ich i ten projekt tak interesującym.

Porozmawiajmy o twoim debiucie, filmie Walker. Skąd zaczerpnąłeś pomysł i inspirację do tego projektu?

Walker to eksperymentalny film krótkometrażowy. Zazwyczaj filmy są mocno ustrukturyzowane. Walker to film o tym uczuciu, gdy jesteś gdzieś w świecie, cieszysz się z wędrowania, bycia blisko natury i doświadczasz tego, że wyrastasz z tej takiej pustki wokół ciebie. Ten projekt zaczął się po tym, jak przeczytałem książkę pewnego fińskiego pisarza, który kocha wędrówki i naturę… To jego historia, na tym opiera się scenariusz. Chcieliśmy wraz z ekipą pojechać w Himalaje i tam filmować, ponieważ mieliśmy przeczucie, że te góry wyglądają pięknie i to może być duże doświadczenie dla nas, moglibyśmy również sami dużo z tego wynieść. To był eksperyment, ale bardzo się z niego cieszyliśmy. Myślę, że miał w pewnych aspektach mocne cechy medytacji. Sam nie wiem, niektórzy twierdzili, że film miał zbyt eksperymentalną estetykę, może sam w pełni go nie rozumiem…

Może też o to tu chodzi, każdy może rozumieć ten film na swój sposób?

Tak, może.

Przed kilku laty miałam okazję widzieć twój kolejny film podczas festiwalu filmowego w Helsinkach, był to Dance for Two. Jaka historia kryje się za tym filmem? Jak to jest być jej świadkiem?

Dance for Two to film dokumentalny, który był również wyświetlany w telewizji YLE. To prawdziwa historia dwojga ludzi, którzy ponad 60 lat wcześniej wykonywali razem układ taneczny i gdy oboje mieli 85 lub więcej lat, spotkali się ponownie. To niesamowite. Adam [jeden z głównych bohaterów – przyp. aut.] był moim przyjacielem jeszcze wcześniej i opowiedział mi tę historię. Pomyślałem: „łał, to jest piękna rzecz.” Zapytałem, czy mógłbym wziąć kamerę i nakręcić, co czuł w tamtym czasie, gdy bohaterowie spotkali się po latach? Zgodził się i rozpocząłem pracę. Adam zmarł całkiem niedawno, Barbara wciąż żyje… To są piękne postacie.

I to piękna historia przyjaźni.

Przyjaźni. Tak, to bardzo ważne.

Pomówmy o innym projekcie, w którym brałeś udział – film na podstawie powieści Żołnierz Nieznany. Byłeś na planie i byłeś zaangażowany w proces kręcenia. Jaka była twoja rola?

Byłem na planie przez jakieś 80% czasu, kiedy kręcili w 2016 roku. To jest największy projekt, który był robiony w historii fińskiego kina. I wydaje się bardzo ważny dla wielu Finów, to wręcz nienaturalne, nadprzyrodzone. To fascynujące, jak jedna historia może być tak ważna dla narodu. Ponad milion osób obejrzało ten film w kinach, to jest niezwykłe w Finlandii. Chciałem być częścią tego wszystkiego. Aku Louhimies, reżyser, jest moim przyjacielem, znaliśmy się wcześniej. Byłem bardzo ciekawy, w jaki sposób zamierza pracować nad tym filmem. A on powiedział: „Chodź ze mną i zrób making-of z planu zdjęciowego, zobaczysz i poznasz wszystkich”.

Co bierzesz pod uwagę, kiedy decydujesz, czy chcesz zająć się daną historią i nagrać o niej film?

W jakimś stopniu ważnym dla mnie jest to, że mam jakieś silne uczucie, że dana historia jest autentyczna. Nawet gdy coś nie jest prawdziwe, nie wydarzyło się, ale ma w sobie prawdę emocjonalną. Jest w tym coś, w co mogę wierzyć, nawet jeśli to tylko obrazek. Druga rzecz to to, czy dana historia jest związana w jakiś sposób z tym światem, w którym teraz żyjemy. Można to nazwać rezonansem, który jest ważny w danym momencie dla ludzi. I może nie jestem osobą, która przeciera w tym myśleniu szlaki, ale lubię obserwować, o czym ludzie mówią i jak to, co mówią, jest związane z tym, co się dzieje.

Z którego film jesteś najbardziej dumny, który projekt był dla ciebie osobiście najważniejszy?

Gdy ludzie pytają o to, co miało na mnie największy wpływ, wracam do Walkera, ponieważ robiliśmy go w niesamowitym miejscu i niezwykłymi metodami. Nie mieliśmy często pozwoleń, żeby udać się w pewne miejsca. W niektóre poranki, po zatrzymaniu się na noc, poznawaliśmy ludzi tam, i pytaliśmy: „Czy chciałabyś/chciałbyś posiedzieć przed kamerą jakąś godzinę?” i tyle. To był naprawdę odmienny sposób kręcenia filmu i bardzo go polubiłem, mimo że to było bardzo, bardzo trudne. Nie mieliśmy pojęcia, co zrobimy dalej i czuliśmy się wiele razy zagubieni. Ale i tak to było wspaniałe doświadczenie.

Kto jest twoim ulubionym reżyserem, kim się inspirujesz?

Mój ulubiony reżyser to Hayao Miyazaki z Japonii, ma studio filmowe Ghibli i nakręcił np. Mój sąsiad Totoro… generalnie filmy animowane. Dostał Oscara za najlepszą animację w 2001 roku. Kilka lat temu był film o Edwardzie Snowdenie – Citizenfour, to był naprawdę dobry film. Jeszcze inny to The Cove, o delfinach zabijanych w Japonii. No i fińskie filmy dokumentalne, np. Virpi Suutari robi naprawdę dobre rzeczy.

Nad czym pracowałeś ostatnio?

Kręcę film, który zatytułowałem Escape a sea. To prawdziwa historia Fina – Ensio Tiira, z książki Raft of despair. Jest to krótkometrażówka, którą robię w ramach zadania w szkole filmowej, ale również chciałbym pokazać ją na festiwalach. To zasadniczo historia uciekiniera. Pewnego razu dwóch mężczyzn wyskakuje ze statku wojskowego, ponieważ nie chcą brać udziału w wojnie w Wietnamie. W rzeczywistości spędzili aż 36 dni na trafie, bo prądy ściągały ich w głąb oceanu. Są w wielkim zagrożeniu, starają się przetrwać… To dość tragiczna historia. W pewien sposób łączy się z kryzysem migracyjnym, którego teraz doświadczamy. Tak wiele osób ginie na morzu.

Paulina: Dziękuję bardzo za rozmowę

Eero: Dziękuję.


Źródło nagłówka: https://www.artslow.fi