Kultura,  literatura,  Polecamy

Pohjola poleca: fińskie książki na ciemne, jesienne wieczory

Wiemy, jak to jest z jesienią – można narzekać na szarość, zimno i ogólny marazm albo można jesieniarzyć, owijać się kocykiem i popijać herbatkę w oczekiwaniu aż dyniowe ciastka będzie można wyjąć z piekarnika. Idealnym dopełnieniem obu tych strategii przetrwania jesieni jest dobra książka. Dlatego dziś polecamy 5 lektur na wieczory, w które cieszymy się, że nie musimy wychodzić na dwór. Inna sprawa, że nie bardzo można wychodzić…

Katja Kettu Akuszerka (Kätilö)

Wydawnictwo Świat Książki, 2011, tłum. Bożena Kojro

To nie jest miła książka. Akuszerka jest naprawdę wstrętna, brutalna i wulgarna i niech was nie zwiedzie opis na okładce, który sugeruje, że historia ta to romans. Poniekąd to nawet prawda, ale jednocześnie powieść Katji Kettu mocno odbiega od tego, do czego przyzwyczaił nas romans jako gatunek. Ten, owszem, bardzo lubi używać wojny jako tła, niekiedy nawet w ciekawy i pogłębiony sposób – ale Akuszerka to zupełnie inna kategoria. Miesza się w niej groza, naturalizm i niezwykle silne emocje, które sprawiają, że mimo całej ohydy przez którą brniemy podczas lektury, jakoś chce się czytać dalej i to nawet gdy nie spodziewamy się, że bohaterów spotka cokolwiek dobrego. Trudno w ogóle wskazać jakiekolwiek pozytywne akcenty w tej książce: jest po prostu bardzo źle i w pewien pokrętny sposób okazuje się to bardzo piękne. A co ważne w zestawieniu jesiennych książek, od Akuszerki trudno się oderwać. (AS)

Johanna Sinisalo – Nie przed zachodem słońca (Ennen päivänlaskua ei voi)

Wydawnictwo słowo/obraz terytoria, 2000, tłum. Sebastian Musielak

Jedną z powieści, które automatycznie kojarzą mi się z chłodnymi jesiennymi wieczorami jest Nie przed zachodem słońca. Jest ona przytłaczająca, dziwaczna, magiczna, a zarazem realistyczna. Momentami granice między tym co rzeczywiste, a tym co fikcyjne są tak zatarte, że pozostawiają czytelnika lekko zmieszanego. Przecież trolle nie istnieją, prawda? Pamiętam też dokładnie jak i kiedy ją czytałam – wciśnięta głęboko w siedzenie w pociągu, w drodze do domu. Za oknem ciemność. Z takiego właśnie mroku wyłonił się w książce troll.

Historia ta pełna jest delikatnych podtekstów i metafor. Dla mnie jest to przede wszystkim opowieść o tym Innym. Innym ze względu na to jaki jest czy też w ogóle innym od człowieka. Ale inny nie znaczy gorszy. Początkowo troll Pesik przedstawiony jest jak zwierzątko, nie jak mityczne stworzenie. Stopniowo jednak wraz z głównym bohaterem przywiązujemy się do niego. Dowiadujemy się, że potrafi się komunikować, odczuwa emocje i posiada jednocześnie dobre i złe cechy. Niczym człowiek. Skąd więc to ludzkie poczucie wyższości? (NR)

Tove Jansson Dolina Muminków w listopadzie (Sent i november) 

Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 1970, tłum. Teresa Chłapowska

W jesienne wieczory (poranki, popołudnia, noce) wrato sięgnąć po jedną z książek Tove Jansson o Muminkach. Oczywiście, o Muminkach słyszeli wszscy. Popkulturowy szum pełen ekranizacji, koszulek, kubków i przytulanek nieco przyćmił same książki, które z całego tego kolorowego bałaganu są zdecydowanie najlepsze. Fantastycznym aspektem tych dziewięciu (bo tyle ich właśnie jest) cienkich książeczek jest ich specyficzna dziwność, melancholijność z nutką czegoś niepokojącego. To nie są tylko opowiastki dla dzieci, są to opowieści o fantastycznych, niepojętych gatunkach istot strasznych i niezrozumianych, o romantycznych tęsknotach za młodością, o pewnym mistycyzmie związanym ze zmianą pór roku, o pożegnaniach i podróżach.

Na szczególną uwagę, moim zdaniem, zasługują przede wszystkim tomy: Zima Muminków, Opowiadania z Doliny Muminków oraz Dolina Muminków w Listopadzie. Można je czytać niezależnie i praktycznie w dowolnej kolejności, co jest niewątpliwie atutem serii. Ta wybrana trójka zachwyca powagą i pięknym, malowniczym stylem. Jest to, jak sądzę, absolutny szczyt zdolności autorki. Wcześniejsze książki cyklu są nieco bardziej dziecinne, jak literackie pisklęta, które dopiero nabierają kształtów i obrastają w pióra. Późniejsze tomy mają już w sobie tę dojrzałość, coś, co docenią także starsi czytelnicy. Mamy listopad, dosyć ponury i mokry, więc polecam szczególnie tę jedną pozycję, ostatnią książkę cyklu, czyli Dolinę Muminków w Listopadzie. Książkę o Muminkach bez Muminków. O dziwacznych istotach, które pod nieobecność głównych bohaterów zamieszkały w ich domu. O przypadkowej rodzinie, potrzebie przynależności i starości, a także o innych bardzo jesiennych sprawach. (Taiteilija)

Leena Krohn Tainaron

Wydawnictwo Świat Książki, 2008, tłum. Sebastian Musielak

Dla mnie idealną lekturą na jesień jest taka, która odrywa od szarej rzeczywistości, a jednocześnie wprowadza ten herbatkowo-kocykowy nastrój. Która pozwala się w sobie zatopić, a jednak rozgrzewa człowieka od środka swoją atmosferą. Taką książką na pewno jest Tainaron Leeny Krohn – choć trudno opisać jej fabułę po ponad roku od jej przeczytania, tego stylu i nastroju nie sposób zapomnieć. Jest tajemniczo i onirycznie, trochę dziwacznie, a trochę dokładnie tak, jak powinno być. Nade wszystko Tainaron jest oazą spokoju, który udziela się także osobie czytającej, i który nie przeszkadza w pochłonięciu tej powieści w jeden wieczór. Magicznej, a jednocześnie tak bliskiej naturze krainy Tainaronu nie chce się opuszczać, nawet gdy się jej nie do końca rozumie. Ale to także lektura, która uczy nas, że czasami nie wszystko trzeba rozumieć, wystarczy po prostu być i cieszyć się dziwaczną, ale uroczą codziennością. (PK)

Tommi Kinnunen Cztery drogi (Neljäntienristeys)

Wydawnictwo W.A.B., 2015, tłum. Sebastian Musielak

Najlepsze miejsce do czytania książek jesienią to zapewne własny dom. To właśnie domowi Tommi Kinnunen zadedykował swoją powieść. I nie chodzi tutaj oczywiście o cztery ściany, sufit i podłogę, lecz o ludzi wraz z ich historiami, doświadczeniami i emocjami, które tworzą dom.

Historia zaczyna się na przełomie XIX i XX wieku, a kończy w 1996 roku. Pierwszą postacią, którą czytelnik poznaje, jest młoda położna Maria Tuomela. Buduje ona dom u zbiegu tytułowych czterech dróg, otacza opieką medyczną kobiety z północnych zakątków Finlandii oraz samotnie wychowuje córkę.
Lahja, równie niezależna, co jej matka, ma poczucie, że nigdzie nie pasuje. W końcu znajduje swoją pasję – fotografię. Otwiera swój własny zakład fotograficzny, a pracą kompensuje nieszczęśliwe małżeństwo.
Onni uważany jest przez postronnych obserwatorów za idealnego męża. Lahja pragnie jego bliskości, ale on nie okazuje jej uczucia i sprawia wrażenie, jakby małżeństwo było dla niego przykrą powinnością.
Onni i Lahja wychowują razem dzieci. Córka boryka się z niepełnosprawnością, ale syn Johannes dobrze układa sobie życie. Do domu wprowadza się w końcu synowa Kaarina, która zajmuje się starzejącą i coraz bardziej zgorzkniałą Lahją. Na końcu to właśnie ona odkrywa rodzinną tajemnicę.

“Cztery drogi” to nie tylko ciekawa historia o wielowymiarowych postaciach – to studium emocji ludzi, którzy nie mogą się uwolnić od poczucia, że jakoś nie pasują do społeczeństwa. Niedopasowanie można ukrywać, ale to męczy i sprawia ból. Niedopasowanie można zaakceptować i próbować żyć na własnych zasadach, ale to wymaga siły i odwagi. Dom u zbiegu czterech dróg zmienia się: dobudowują się nowe pomieszczenia dla powiększającej się rodziny, ale nie tylko. Dom to jakby świat w miniaturze. Przez pryzmat domu widać świat i jego zmieniające się na przestrzeni stu lat oblicze. (ML)

A czy w waszej jesiennej biblioteczce znalazło się miejsce dla fińskich książek? Pochwalcie się, co czytacie!


Zdjęcia okładek pochodzą od wydawców.