Kultura,  Podróże

Symulacja z Doliny Muminków

Dla muminkomaniaczki z wieloletnim stażem sama informacja, że istnieje sobie miejsce odwzorowujące Dolinę Muminków, brzmiała jak spełnienie marzeń. No, prawie. Ta konkretna muminkomaniaczka jest raczej sceptycznie nastawiona do tematycznych parków rozrywki, ale nie była to wielka przeszkoda dla Muumimaailma (czyli Świata Muminków)  w Naantali, który nawiedzał jej myśli i kusił wizją odwiedzin. W końcu pojawiły się okoliczności na tyle sprzyjające, że postanowiła wybrać się i zobaczyć, czy rzeczywistość jest tak piękna jak zdjęcia — a następnie opisać wam swoje wrażenia.

Może zastanawiacie się, jakie szczególne okoliczności są bardziej korzystne niż różne inne sytuacje, w których można odwiedzić Świat Muminków. W moim przypadku było to zbieranie materiałów do pracy naukowej (no, powiedzmy) oraz pisemne błogosławieństwo promotora — to znaczy, prośba o ułatwienie procesu. Okazało się, że w Finlandii taki dokument może zdziałać cuda i nawet prywatna firma, jaką jest Muumimaailma Oy, bierze sobie do serca  rozwój nauki. Tak, praca naukowa o Muminkach. O ile w Polsce zazwyczaj spotyka się to z pewnym zdziwieniem — radosnym zaskoczeniem lub niedowierzaniem na granicy oburzenia, że to mało poważny temat jak na poważny i ważny esej na uczelnię — to w Finlandii raczej nie jest uznawane za specjalnie niezwykłe.

Uzbrojona w mój magiczny papier pojechałam do sąsiadującego z Turku Naantali. To małe miasteczko jest doskonale zaznajomione z turystami szukającymi muminkowego parku, więc uczynnie postawiło dla nich całkiem sporo drogowskazów. Świat Muminków zajmuje wysepkę Kailo, na którą przechodzi się mostem. Kiedyś była ona zamieszkana, ale obecnie jedynymi względnie stałymi lokatorami są Muminki i spółka, które zajmują Kailo od 1993 roku. Dumą parku jest niebieski dom w kształcie wieży wzorowany na ilustracjach Tove Jansson. Tak samo zresztą jak różne inne obiekty, które możemy tam zobaczyć; ale bez dwóch zdań dom Muminków jest najbardziej spektakularny. A właściwie jest jedyną rzeczą, którą można nazwać spektakularną.

Dość szybko stwierdziłam, że w parku skończyły mi się zajęcia. Weszłam do domku, obejrzałam inscenizację odegraną przez postaci oraz przedstawienie w teatrzyku kukiekłowym. Obeszłam inne otwarte zimą budynki i ścieżki, wypiłam herbatkę z termosu przy dymiącym palenisku i oczywiście obejrzałam towary na muminkowej poczcie i w sklepiku. Poza dość standardowym zestawem produktów znanych fińskich firm, które mają prawa do używania wizerunków stworzonych przez Jansson, sprzedawanych było też sporo gadżetów reklamujących sam park. Wszystko zajęło mi mniej niż dwie godziny. Istniał co prawda program rozpisany od otwarcia do zamknięcia, ale większość atrakcji powtarzała się, bo widocznie nawet nie było założeniem, to czego się naiwnie spodziewałam: że Świat Muminków to zajęcie na cały dzień. (W tym miejscu pewnie warto dodać, że sama podróż autobusem z Turku trwa ponad pół godziny). Pomiędzy kolejnymi punktami programu były długie przerwy, podczas których nie było już żadnego zajęcia poza robieniem zdjęć.

Ale co to są za zdjęcia! Jeśli uda ci się złapać kadr bez innych osób, które też próbują coś sfotografować, to sprawisz, że wszyscy znajomi będą zazdrościć ci wyprawy do tej Wspaniałej, Magicznej Krainy. A gdy zrobisz odpowiednio rozradowaną minę na selfie z Mamą Muminka czy Mimblą, to każdy uwierzy, że pobyt w Świecie Muminków to faktycznie tak Niesamowita Przygoda, jak obiecują w reklamach. Gdy tak przeglądałam zdjęcia w telefonie i zastanawiałam się, które będzie najlepiej prezentować się na Instagramie, nagle zrozumiałam co na myśli miał Baudrillard, gdy pisał o symulakrach.

https://www.instagram.com/p/B8tnBLRly83/

Może wyjaśnię, do czego się odnoszę: teoria symulakrów Jeana Baudrillarda wyróżnia cztery rodzaje relacji znaku* z rzeczywistością. Znak może oddawać rzeczywistość, jak mapa opisująca teren; fałszować ją, jak mapa z błędem; udawać, jak mapa nieistniejącego miejsca lub tworzyć nową rzeczywistość. W tym ostatnim przypadku mapa musiałaby być terenem — tym samym byłaby symulakrem. Zawsze uważałam, że brzmi to intrygująco, resztą tak samo jak słowo symulakr — ale nie bardzo potrafiłam pojąć, jak niby miałoby to działać w praktyce.

We wspomnianej chwili olśnienia dotarło do mnie, że symulakrem jest właśnie taki Świat Muminków, który trochę odzwierciedla fikcję, a trochę udaje coś, co nie istniało nawet w niej. A jakby tego było mało, zdjęcia z tego miejsca dodają do tej symulacji jeszcze jeden poziom i pokazują muminkowy park jako coś, czym nie jest. A jest wielką scenerią, którą odwiedza się, aby ją obfotografować. Tak długo jednak, jak nie zobaczymy jej na własne oczy, będziemy pozostawać pod jej czarem, bo przecież na wszystkich obrazkach, wyglądać będzie jak marzenie.

* – „znak” w sensie kulturoznawczej semiotyki, w tym kontekście to mniej więcej to samo co tekst kultury.