Kultura,  muzyka

Trzy twarze fińskiego folku

Folk w muzyce to niesamowicie bogaty temat, stylistycznie okazuje się równie rozpięty co rock, który w praktyce jest bardzo nieostrym pojęciem. Tak więc postanowiłam ubrać w słowa podział, który od dłuższego czasu funkcjonuje w mojej głowie — ale też bez zagłębiania się w szczegółową systematykę i precyzyjnego wyznaczania granic, aby nie popsuć sobie koniec końców przyjemności z słuchania. To do dzieła, odpalamy głośniki!

Twarz (tak jakby) tradycyjna

Dyskusyjne jest to, czy wszystko, co ja wrzuciłabym do tradycyjnego worka faktycznie jest tradycyjne — ta kategoria to zarówno dawne pieśni w nowych aranżacjach, jak i autorskie utwory wzbogacone o chwyty, które po prostu brzmią bardzo folkowo.

Najsłynniejszym przykładem jest oczywiście Ievan Polkka, piosenka, która podbiła Internet na początku lat 2000, a charakterystyczna skatowa wokaliza (czy jak to nazwać) na pewno u wielu osób ukształtowała wyobrażenie, że fiński jest językiem z kosmosu. Przynajmniej u tych, którzy oglądali występ zespołu, a nie animację z dziewczyną kręcącą porem, bo dla tej drugiej grupy jakikolwiek związek z Finlandią prawdopodobnie był wielką tajemnicą. Na bazie interpretacji Loitumy powstał też utwór Dolly Song, czyli hit roku 2006 wykonywany przez animowaną oślicę Dolly (przynajmniej wikipedia twierdzi że to oślica). Teraz jesteśmy już naprawdę daleko od jakiejkolwiek tradycyjności, wróćmy do tematu.

Aby brzmieć tradycyjnie we własnych kompozycjach, można użyć dawnych technik śpiewu albo bawić się z melodiami do polki. Robią to na przykład Värttinä czy Frigg. Można postawić także na instrumenty typowo kojarzone z muzyką tradycyjną, ale to nie przesądza, że od razu efekt tego eksperymentu można będzie nazwać folkiem.  Wyjść może z tego na przykład popowa piosenka z ornamentem na kantele albo… folkmetal.

Twarz mroczna

Wydaje się, że kraje północy sprzyjają muzykom, którzy tworzą ciemniejszą stronę folku i naprawdę trudno jest rozsądnie ograniczyć liczbę przykładów. Do tej kategorii można wrzucić bardzo wiele, bo folk jakoś tak sprzyja, aby wyciągać z niego ponurość, melancholię i inne brudy z mrocznych zakamarków duszy. Oczywiście mieści się tu folkmetal, ale o nim nie będę wiele pisać zarówno ze względu na tendencję do mocno powierzchownego okraszania metalu folkowymi ozdobnikami jak i przez to, że kto interesuje się metalem, ten na pewno już ma całą listę wykonawców. A kto się nie interesuje, raczej w tym miejscu nie zmieni nagle zdania.

Jednym z moich nowszych odkryć jest zespół Tenhi, który niby ma w sobie coś z rockowego stylu gry, ale brzmi przede wszystkim melancholijnie i nieustannie mam wrażenie, że te dźwięki faktycznie docierają do mnie z dawnych lat. Kompozycje Tehni są długie, wręcz ciągnące się w nieskończoność i tak nudne, że można w nich utonąć. Nic więcej nie trzeba.

Z zupełnie innej bajki jest Hedningarna. Technicznie rzecz biorąc zespół ten pochodzi ze Szwecji, ale wszystkie wokalistki, które przewinęły przez dziesięć lat największej aktywności zespołu były Finkami, więc i znaczna część piosenek jest po fińsku.  Stylistycznie Hedningarna czerpie równie dużo z dźwięków ludowych, co ze współczesnych pomysłów w muzyce, a całość brzmi jak wspólny projekt grupy rockowej z szamanami.

Prawdziwą gwiazdą sceny folkowej w Finlandii jest wirtuoz jouhikko, Pekko Käppi — chociaż akurat w tym przypadku bycie gwiazdą nie jest równoznaczne z popularnością, w której wcześniej przywołane zespołu go prześcigają, mimo braku aktywności na scenie muzycznej*. Käppi z wykształcenia jest etnografem muzyki, pracuje w Akademii Sibeliusa, a ostatnio wydał album Finnish folk songs vol. 1. Dość nieciekawy zapis faktycznych ludowych utworów. Ale znany jest głównie jako wykonawca psychodelicznego folku na wspomnianym jouhikko, które jest instrumentem typowym dla fińskiej muzyki tradycyjnej i ma najwyżej trzy struny. Towarzyszy mu zespół K:H:H:L, co rozwinąć po polsku można jako „niekontrolowane kości umarłych koni”. No to już wiecie, co to za klimat. Bądźcie uważni podczas waszej kolejnej wizyty w Finlandii, a może uda wam się trafić na koncert Pekko Käppi na jakimś dziwnym psychodelicznym festiwalu, zorganizowanym gdzieś w starych barakach.

Twarz z dalekiej północy

Istotną częścią kultury ludowej w Finlandii, jak także u jej zachodnich sąsiadów, jest kultura Samów. Oczywiście ich szamanizm inspiruje wielu twórców, mieszkających bardziej na południu, a nawet w innych częściach Europy, ale wciąż pozostaje jeszcze jedna charakterystyczna dla nich forma wyrazu — joik. Współcześnie artyści i artystki raczej rzadko wykonują joik jako samodzielny gatunek, a raczej łączą go z innymi stylami — co można było usłyszeć chociażby w zeszłorocznym eurowizyjnym występie Norwegii.

Mówiąc o Samach i Samkach, dość głupio jest upierać się przy granicach wyznaczonych przez inne narody przez środek Sampi. Dlatego wśród moich ulubionych wykonawczyń z Laponii, które chciałabym wam polecić nie mogę pominąć Sofii Jannok ani Máddji. W fińskiej części Sampi powstał na przykład projekt Solju, tworzony przez zresztą już od dawna znaną wokalistę Ullę Pirttijärvi z córką, Hildą Länsman — one także miały podejście do pokazania joiku na Eurowizji, ale nie zostały wybrane na reprezentantki Finlandii (zresztą anglojęzyczne Hold Your Colours było po prostu słabe).

Z pewnością wielu fanów fińskiego metalu zainteresuje fakt, że samskie inspiracje stały u początku zespołu Korpiklaani, który początkowo, jeszcze w mniejszym składzie, nazywał się Shamaani Duo, a następnie Shaman. Ich utwory tytułowane były w języku północnosamskim, głównie były joikowane lub przypominały joikowanie, chociaż muzycy z urodzenia są Finami.

A czy wy macie jakichś swoich ulubionych wykonawców lub wykonawczynie muzyki folkowej? Czy któraś z tych trzech twarzy szczególnie do was trafia?


* — na podstawie słuchaczy w Spotify

Za przedstawienie mi części z tych wspaniałych artystów dziękuję Doktorowi Wilczurowi, prowadzącemu Strefy Rokendrola Wolnej od Angola oraz Jankielowi czuwającemu nad fejsbukową stroną audycji. Mam nadzieję, że program przetrwa w takiej czy innej formie mimo apokalipsy, jaka ostatnio wydarza się w Trójce.

Źródło grafiki nagłówka: pekkokappi.com