Kultura,  sztuki wizualne

Północ okiem historyków sztuki – wystawa „Przesilenie” w MNW

„Sztuka wegetuje w Danii, ledwo żyje w Szwecji, a w Norwegii w ogóle nie istnieje” — taki cytat w katalogu do wystawy Przesilenie przywołuje jej kuratorka, Agnieszka Bagińska. Jednak mimo nieszczególnie przychylnej obiegowej opinii na temat sztuki skandynawskiej w XIX wieku, właśnie ona jest tematem aktualnej wystawy czasowej w Muzeum Narodowym w Warszawie. Co więcej, uwzględnia ona też twórczość fińską i islandzką, które nie zaistniały w świadomości ówczesnych krytyków nawet na tyle, by skomentować ich marną kondycję. Pod koniec XIX wieku wiele się jednak zmieniło w krajobrazie artystycznym krajów nordyckich i to ten moment pokazuje Przesilenie. Malarstwo Północy 1880-1910.

Ekspozycja zbiera tendencje artystyczne przełomu wieków w wydaniu nordyckim i porządkuje je zarówno pod względem stylistycznym, jak i tematycznym. Zwiedzamy więc sale poświęcone realizmowi, inspiracjom malarstwem francuskim, wnętrzom domów i pracowni pierwszych profesjonalnych artystek, portretom emocjonalnym, poszukiwaniu tożsamości w tradycjach wiejskich i mitologiach oraz krajobrazom jako (znowu) wyrazowi przynależności narodowej lub też odzwierciedleniu stanów wewnętrznych. W sumie zebranych zostało ponad 100 obrazów kilkudziesięciu autorów i autorek, wśród nich chociażby kojarzony z widokami plaż w Skagen P.S. Krøyer, znany każdemu wykazującemu chociaż odrobinę zainteresowania kulturą Edvard Munch czy, jeden z moich ulubionych malarzy tego okresu, Vilhelm Hammershøi, artysta malujący szare wnętrza, którego interpretatorzy dzielą się na dwa obozy: tych widzących spokój i tych odczuwających niepokój. Fennofilów na wystawę przyciągnąć mogą nazwiska Akselego Gallena-Kalleli, Pekki Halonena, Alberta Edelfelta, Elin Danielson-Gambogi, Victora Westerholma, Eero Järnefelta oraz Marii Wiik.

Do trendów obowiązujących na Północy dopasowane są na wystawie przykłady funkcjonowania podobnych tendencji na ziemiach polskich, co w moim przypadku zaskutkowało zabawą w rozpoznawanie polskich obrazów pośród tych nordyckich bez czytania opisów. Zadanie bywa trudne, bo prace zostały naprawdę dobrze dopasowane i Boznańska czy Bilińska doskonale ilustrują funkcjonowanie tych samych idei na terenie Polski. W kategorii podobieństwa wygrywa jednak para Krzyżanowski/Gallen-Kallela z dwoma dramatycznymi pejzażami fińskich jezior i wyestetyzowanych, ekspresjonistycznych chmur. Na zachętę powiem też, że niektóre obrazy są łatwiejsze do zidentyfikowania na pierwszy rzut oka, jak znana ze szkolnych podręczników „Kołomyjka” Teodora Axentowicza stanowiąca świetne uzupełnienie do kompozycji Andreasa Zorna.

Fińskich obrazów w MNW znalazło się raczej niewiele w porównaniu do reprezentacji malarzy krajów skandynawskich. W sumie 12 prac 7 twórców i twórczyń. Wielkim odkryciem okazały się dla mnie prace Halonena — o tyle zaskakującym, że spotkałam się z nimi już nie raz, a nigdy wcześniej nie zdołały mnie przy sobie zatrzymać na tyle długo, by docenić miękkość krawędzi, rozmywające się plamy i widoczne pociągnięcia pędzla. Tym razem jednak wydarzyło się „Smołowanie łodzi II”, które ze swoimi wyrazistymi, niemal błyszczącymi kolorami zdobyło tytuł mojego ulubionego obrazu z Przesilenia, mimo absolutnie zachwycającego sąsiedztwa. Myślę tu o „Jeziorze w puszczy” Gallena-Kalleli oraz o niesamowitych tkaninach Gerharda Munthe’go zarówno tych mitologicznych, kolorowych, zgeometryzowanych, posługujących się ciemnym konturem  i tych przedstawiających naturę, której rozedrganie z zaskoczenia wygląda jak kompozycja abstrakcyjna.

Do wystawy wydany został katalog – piękny, ale niestety wymagający sporo miejsca na półce z książkami. Dla tych, którzy, jak ja, mają regał niezdolny do udźwignięcia i pomieszczenia kolejnej cegły, zostaje mniejszy, 120-stronnicowy przewodnik po wystawie. W przeciwieństwie do katalogu nie zawiera on reprodukcji wszystkich prac z „Przesilenia”, ale znajdziemy w nim trochę więcej odniesień do naszej lokalnej historii sztuki i dodatkowe skandynawskie smaczki, jak chociażby ilustracje Theodora Kiettelsena. Co ciekawe, w sklepiku muzealnym z okazji nordyckiej wystawy znalazły się takie książki z Serii skandynawskiej Wydawnictwa Poznańskiego czy nawet Mitologia nordycka w wersji Neila Gaimana.

Chcąc się do czegoś przyczepić, mogę co najwyżej wytknąć, że w katalogu żadna z fińskich nazw własnych nie została przywołana po fińsku, a jedynie po szwedzku lub po angielsku. Mogę się śmiać, że chyba w ekipie pracującej nad wystawą akurat nie znalazła się żadna osoba znająca fiński, ale przecież doskonale wiadomo, że nie to jest najważniejsze, a Przesilenie oferuje nam solidną lekcję historii sztuki i możliwość przeżyć estetycznych.

Wystawa trwać będzie do 5 marca. Wszystkie techniczne informacje potrzebne do zaplanowania wizyty znajdziecie na stronie muzeum. Stanowczo, entuzjastycznie i z głębi serca polecam odwiedziny, nawet jeśli wymagają one specjalnej wyprawy do Warszawy, bo w końcu nawet najlepsze reprodukcje nie oddają efektu, który pojawia się, gdy staniesz twarzą w twarz z malarstwem. Te w wydawnictwach dołączonych do wystawy są całkiem niezłym wspomnieniem, prawda, ale trudno, by oczarowały tak, jak niektóre oryginały.

Skomentuj