Widok na żółty domek w Ouninpohja
Kultura,  lifestyle

Żółty domek, czyli o nieoczywistym symbolu Finlandii

Finlandia przywodzi na myśl wiele symboli. Sauna, Święty Mikołaj, renifery i Muminki stoją w pierwszym szeregu, kreując wizerunek Finlandii jako kraju-zimy, w którym poruszanie się w wypchanej piórami parce wydaje się niezbędne do przeżycia. Jest jednak taki weekend, w którym najważniejszym symbolem jest pewien żółty domek, a przeżycie gwarantują klatka bezpieczeństwa, fotele kubełkowe oraz uprząż. To weekend, w którym Finowie spędzają swój dodatkowy okres świąteczny bawiąc się na krzesełkach ogrodowych ustawionych wzdłuż wąskich szutrowych dróg, dominując przy okazji międzynarodową konkurencję. To weekend, który kibice WRC (Rajdowych Mistrzostw Świata) określają mianem najszybszego w kalendarzu. I, co najlepsze, na weekend ten nie trzeba czekać do grudnia.

“Szutrowe Grand Prix”, czyli Rajd Finlandii, zapoczątkowany został w roku 1951 jako jedynie runda kwalifikacyjna do najbardziej ikonicznego rajdu świata, Rajdu Monte Carlo. Organizowany nad francuską riwierą wyścig, pomimo zimowego pleneru (odbywa się tradycyjnie w styczniu), wymaga od kierowców przyzwyczajenia do odcinków asfaltowych regularnie przerywanych drogami szutrowymi. Nieco wychłodzonymi, ale z reguły nie ośnieżonymi. Co zrozumiałe, runda kwalifikacyjna w kraju położonym częściowo w kole podbiegunowym nie mogła czekać tym samym do pierwszych przymrozków. Zorganizowana została późnym latem, co z czasem okazało się szczegółem fundamentalnym dla charakterystyki rajdu. Jako jej lokalizację wybrane zostało Pojezierze Fińskie, z Jyväskylą jako sercem wydarzeń. Samo pojezierze wydawać może się miejscem wyludnionym w porównaniu do kolorowych uliczek miast Sardynii czy Katalonii, przez co gęsto zalesione długie drogi  położone w krainie tysiąca jezior mogły nie spodobać się przyzwyczajonym do krętych alejek kibicom. Spodobały się jednak samym Finom, którzy korzystając z wyjątkowej topografii zrobili z “Rajdu Tysiąca Jezior” święto. W jego siedemdziesięcioletniej historii gospodarze pozwolili zwyciężyć jedynie dziesięciu kierowcom z zagranicy.

Źródło: wrc.com

Generacje fińskich kierowców rajdowych zmieniały się przez dziesięciolecia, nie zmieniają się za to wyniki: Finowie nie okazywali i nie okazują przyjezdnym żadnej empatii. Leśne, szutrowe odcinki charakteryzujące się niezrównaną prędkością pozostają dumą narodową, dumą którą nadszarpnąć mogą tylko najlepsi z najlepszych. Dość powiedzieć iż zagraniczny zwycięzca rajdu zwykle kończył zawody z tytułem mistrza świata.

W tym miejscu naturalnie nasuwa się pytanie – dlaczego Finowie są tak dobrymi kierowcami rajdowymi? Mówimy o kraju, który naturalnie utożsamiany jest ze sportami zimowymi, nieodnoszącym większych sukcesów tam, gdzie temperatura osiąga więcej niż 5 stopni Celsjusza. Niemniej, mówimy też o kraju który od każdego kierowcy wymaga rzadko spotykanego poziomu skupienia na samej fizyce jazdy. Fizyce która, warto nadmienić, musi być znajoma każdemu ubiegającemu się o prawo jazdy Finowi, jako że uwzględniana jest w ramach zagadnień egzaminacyjnych.

Finlandia dysponuje obecnie około 78 tysiącami kilometrów dróg ubitych, z czego jedynie 926 kilometrów stanowią autostrady. Liczba ta wydaje się jeszcze bardziej absurdalna, jeśli porównać ją z całkowitą długością dróg, którą szacuje się na około 450 tysięcy kilometrów. Drogi leśne, nieubite odcinki które nigdy nie zostały wyasfaltowane wymagają od każdego poruszającego się nimi innego stopnia zaangażowania w prowadzenie pojazdu, jako że ten porusza się po nich nie tylko w osi przód, tył, w lewo oraz w prawo. Wzgórki, zjazdy, nieregularne zakręty oraz hopy w Finlandii nie są jedynie elementem kalendarza rajdowego – to nierzadko część dojazdu do pracy, sklepu czy szkoły. Niebezpodstawnymi tym samym wydają się słowa Jamesa Maya, prezentera kultowego programu o tematyce motoryzacyjnej Top Gear – jeżdżąc w Finlandii zostajesz kierowcą wyścigowym. Nierzadko zostajesz nim, bo musisz, jako że gęstość zaludnienia kraju wynosi w zależności od źródła 16-18 osób na kilometr kwadratowy. Liczba ta robi jednak prawdziwe wrażenie jeśli przyjrzymy się nieregularnościom w rozmieszczeniu mieszkańców, przy nawet 0.2 osoby zamieszkującej taki obszar w niektórych częściach Laponii. Finowie nie opierają jednak swojej potęgi w motorsporcie na codziennych przejażdżkach.

Źródło: kainuunsanomat.fi

Jeżeli myślimy o amatorskim sporcie, uprawianym w ramach weekendowego wypoczynku, przychodzi nam na myśl piłka nożna, bieganie czy jazda rowerem. Prawdopodobnie dlatego, że nie jesteśmy Finami. Jokamiesluokka, czyli w wolnym tłumaczeniu klasa dla wszystkich, wychodzi poza znane nam ramy oferując każdemu zainteresowanemu możliwość startu w lokalnych wyścigach, w których niezależnie od wieku (startować można już w wieku 15 lat), doświadczenia i kontaktów każdy może stanąć na linii startu. Wedle fińskiego związku motorowego AKK, dostępnych torów jest około stu, a samych klubów zrzeszonych w organizacji ponad trzysta. Co ciekawe, formuła wyścigów wydaje się istotą doskonałą jeśli mówimy o zależności na linii zawodnik – umiejętności, gdyż każdy pojazd uczestniczący w wyścigu obarczony jest jednakową ceną zakupu. Po zakończeniu wyścigu, każdy uczestniczący pojazd staje potencjalnym przedmiotem umowy kupna-sprzedaży, gdzie każdy z zawodników zaoferować może kupno maszyny dowolnego rywala. Odrzucenie propozycji przez „sprzedającego” oznacza dyskwalifikację, co w praktyce odsiewa osoby opierające swoje wyniki na osiągach maszyn. W skrócie – stawienie się na linii startu nowym Fordem Focusem RS oznaczać będzie dla kierowcy stratę ponad czterdziestu tysięcy euro – według AKK, jeszcze w roku 2017 wzmiankowana cena wynosiła bowiem 1.500 euro (!). To genialne w swojej prostocie rozwiązanie pozwala prawdziwym talentom wybijać się w tłumie, dając możliwość pięcia się coraz wyżej. Nierzadko aż na poziom na którym na zainteresowanych czekają tuzy jazdy wyścigowej, takie jak prowadzący szkoły rajdowe czterokrotny mistrz świata Juha Kankunnen, oferujące środki oraz wiedzę pozwalającą mierzyć naprawdę wysoko.

Tak wysoko, jak żółty domek przy Ouninpohji pozwoli.

Źróło: redbull.com

Jezioro Ouninpohja nie jest największym jeziorem świata. Nie jest też jeziorem najgłębszym czy najbogatszym w faunę. Znajduje się pośrodku zupełnie niczego, przez 364 dni w roku oferując jedynie obcowanie z naturą oraz, okazjonalnie, mieszkańcami okolicznych miejscowości. Przez jeden dzień jednak staje się niepodważalnym symbolem rajdów, jako że nieopodal jego brzegu przebiega jeden z najbardziej emocjonujących odcinków kalendarza WRC. Największy punkt wywyższenia znajduje się około 20 metrów za charakterystycznym żółtym domkiem, za którym kierowcy żegnają się z podłożem na ponad 50 metrów. Odległość ta może wydawać się nieduża, jeżeli oczywiście nie znajdujemy się w zawieszonym w powietrzu, poruszającym się z prędkością ponad 150 km/h pojeździe otoczonym gęstym lasem oraz kibicami. Żółty domek, w całej swojej niepozorności, oddaje ducha fińskiego motorsportu – nie jest rozbudowaną trybuną na torze F1 w Spa-Francorchamps, nie jest miejscem przy którym prezentuje się trofea w obecności setek kamer. Nie oferuje również barwnego wschodu słońca wzorem lazurowego wybrzeża. Jest za to miejscem, w którym prezentuje się rodzaj odwagi która od dziesięcioleci pozwala fińskim kierowcom wzbijać się, dosłownie jak też w przenośni, na wyżyny. Osiągnięcie i długie utrzymanie maksymalnej prędkości oraz bardzo późne, acz zdecydowane, dohamowanie definiują tutaj różnicę pomiędzy udanym skokiem, stratą cennych sekund czy nawet skasowaniem samochodu. Opustoszałe, leśne wniesienie w ciszy przyglądało się triumfom kierowców którzy reprezentowali fińskie barwy, spośród których wyróżnić możemy chociażby nazwiska mistrzów takich jak Hannu Mikkola, Ari Vatanen, Tommi Mäkinen czy Marcus Grönholm.

Kierowców, którzy, w przeciwieństwie do swoich konkurentów, zawsze rozumieli sisu.

Wedle najpopularniejszej encyklopedii świata, sisu to “słowo i pojęcie fińskie niemające jednoznacznego przełożenia na język polski”. Wedle jednego z najbardziej rozpoznawalnych fińskich kierowców, mistrza świata Formuły 1 Miki Häkkinena, sisu nie jest zwykłym synonimem odwagi i znajduje ono szczególne odzwierciedlenie w motorsporcie. Pojawia się gdy jedziesz w lesie z ekstremalną prędkością. Gdy hamujesz późno, bądź przyspieszasz wcześnie, nie mamy do czynienia jedynie z odwagą. To odwaga przemyślana, starannie wykalkulowana w celu osiągnięcia przewagi. W jeździe fińskich kierowców tym samym rzadko odnaleźć można efektowność spodziewaną po mistrzach. Fińscy kierowcy, wyliczający swoje decyzje co do centymetra od zawsze gwarantują natomiast efektywność, czyli rzecz zapewniającą zawodnikom dobre czasy oraz, w ogólnym rozrachunku, tytuły. Sama idea wydaje się być rzeczą ekskluzywną, wręcz zarezerwowaną dla Finów, którzy niezależnie od formuły wyścigu radzą sobie dobrze, bądź najlepiej. Dla obserwatorów ich wyczynów pozostaje to rzeczą efemeryczną, nieuchwytną dla statystyków. Fiński kierowca nieczęsto znajdując miejsce w sercach kibiców, znajduje jednak miejsce na podium, niezależnie od warunków, pojazdu, czy odcinka. Fiński kierowca znajduje innymi słowy to, co z czasem jako jedyne ma znaczenie – punkty. No i nie zanosi się na to, żeby w najbliższym czasie przestał.

Źróło: motorsportweek.com

Ażeby uchwycić potęgę fińskiego motorsportu możemy wziąć po uwagę wiele statystyk. Na chwilę obecną w zmaganiach rajdowych mistrzostw świata obserwować możemy cztery fińskie załogi. Większą liczbą, pięcioma, pochwalić mogą się tylko dominujący klasyfikację ostatnich lat Francuzi. W wyścigach formuły pierwszej jest to jedynie dwóch kierowców (mistrz świata Kimi Räikkönen oraz dwukrotny wicemistrz świata Valtteri Bottas). Tutaj Finlandia ustępuje jedynie historycznej potędze tego sportu, Wielkiej Brytanii. Dla przypomnienia, liczba ludności tych państw przewyższa liczę ludności kraju tysiąca jezior ponad dwunastokrotnie. W klasyfikacji historycznej WRC żaden inny kraj nie może pochwalić się większą liczbą triumfatorów, przy siedmiu fińskich zwycięzcach serii. W klasyfikacji historycznej F1 Finlandia ustępuje jedynie Wielkiej Brytanii, szczycąc się trzema zwycięzcami. Jeżeli to nie robi czytelniku wrażenia, odwołać można się do przeliczenia ilości mistrzów na całkowitą populację kraju. W F1 zatem, wedle prostej kalkulacji, patrzymy tutaj na jednego mistrza świata na około 1.800.000 mieszkańców. W WRC, jeden mistrz świata przypada z kolei na około 780.000 mieszkańców. Przy takiej perspektywie, na dzień dzisiejszy nikt nie może równać się z Finami. Dla przykładu, w Polsce kalkulacja ta nie ma nawet sensu, jako że w obu przypadkach trzeba by dzielić przez zero.

W chwili w której zamykam ten tekst zaledwie dwudziestoletni Kalle Rovanperä (na zdjęciu) odnosi swoje pierwsze zwycięstwo w rajdzie Grecji (dwunaste dla Finlandii), notując ponad 42 sekundy przewagi nad drugim w stawce mistrzem świata z roku 2019, Estończykiem Ottem Tänakiem . Swój następny wyścig pojedzie tam, gdzie Finowie nie mają w zwyczaju przegrywać – na siedemdziesiątym już rajdzie tysiąca jezior. Rajdzie, którego legenda wykracza daleko poza wszystkich jego uczestników, tworząc kolektywny, olśniewający obraz fińskiego motorsportu. W miejscu, gdzie żółty domek cierpliwie czeka na narodziny kolejnej fińskiej gwiazdy.

Siedemdziesiąty rajd Finlandii, jako część tegorocznego kalendarza rajdowych mistrzostw świata nie jest niestety transmitowany w Polsce, jego przebieg można natomiast śledzić w dedykowanym serwisie WRC+. W tym roku zawody odbędą się wyjątkowo w dniach 1 – 3 października 2021.


Źródła:

ec.europa: 1, 2

expat-finland.com

wiki 1, 2, 3, 4

autourheilu.fi

wrc.com 1, 2

Skomentuj