Polityka

Fińskie fake newsy

W ostatnim czasie w mediach jest dużo pięknych wiadomości o Finlandii. Może to w jakimś stopniu wynika z faktu, że żyję w bańce, w której Finlandia zajmuje honorowe miejsce w centrum wszechświata — więc i jakieś wiadomości się zawsze znajdują. Ale może i czytelnikom pohjolowego bloga, zainteresowanym w końcu Europą Północną, rzuciły się w oczy te wspaniale brzmiące nagłówki w polskich i zagranicznych mediach. Ponieważ wiemy, że Finlandia jest najszczęśliwsza i w ogóle świetnie sobie radzi, przyjmujemy te wszystkie dobre informacje bez mrugnięcia okiem — chociaż może nie powinniśmy. Również jako Pohjola daliśmy się ostatnio zwieść przeinaczonym interpretacjom wydarzeń, ale na szczęście szybko zostaliśmy wyprowadzeni z błędu. W ramach pokuty sprawdzamy robiące karierę w internecie fakty(?) na temat Finlandii.

„Finlandia zrównuje urlopy macierzyńskie i tacierzyńskie!”

Właściwie niewiele brakuje, aby informacja ta była prawdziwa. Gdyby tylko dodać jedno słowo i zmienić formę jednego czasownika, nie można by się nie zgodzić. Ale „Finlandia może zrówna urlopy macierzyńskie i tacierzyńskie” już nie brzmi tak sensacyjne, a na pewno nie może równać się z „Kobiety rządzące Finlandią zrównały obowiązki opiekuńcze”.

Co tak naprawdę się stało? Ministra spraw społecznych i zdrowia, Aino-Kaisa Pekonen, przedstawiła rządowi projekt dotyczący urlopów rodzicielskich. Zakłada on, że oboje rodzice dostaną po ok. siedem miesięcy na opiekę nad dzieckiem w miejsce obecnych jedenastu, w których zawierają się ok. cztery miesiące dla matki i ok. dwa dla ojca. Dodatkowo, osobie w ciąży przysługiwać ma jeden miesiąc urlopu jeszcze przed narodzinami dziecka. Jeden z rodziców może odstąpić maksymalnie 69 dni z swojej puli partnerowi/partnerce.

Żadne oficjalne decyzje jeszcze nie zapadły. Projekt wejdzie w życie najwcześniej w 2021 roku i zmienić się może w nim w zasadzie wszystko. Oczywiście spodziewać się możemy zachęt dla ojców do opieki nad swoimi pociechami, ponieważ jako jeden z celów reformy wymienia się wspieranie budowania więzi obojga rodziców z dziećmi. Na tym etapie wątpliwości budzą jednak przewidywane koszty zmian, czyli ponad 100 milionów euro, które trzeba by dołożyć do wydatków istniejącego już systemu.

Finlandia chce wypróbować 4-dniowy tydzień pracy oraz 6-godzinny dzień pracy!”

Tym razem media mylą stanowisko fińskiego rządu (w domyśle: Finlandię) z wypowiedziami premierki, Sanny Marin, z czasów zanim objęła stanowisko prezesa rady ministrów. W sierpniu zeszłego roku, jeszcze jako ministra transportu i komunikacji, Marin opublikowała tweeta, w którym pisała, że należy przedyskutować pomysły takie jak 4-dniowy tydzień lub 6-godzinny dzień pracy, chociaż obecnie może to brzmieć jak utopia.

Do tej pory dyskusja na te tematy nie pojawiła się w agendzie Eduskunty i nie zapowiada się na to, chociaż po lekturze międzynarodowej prasy można odnieść inne wrażenie. Z powodu, którego nie potrafimy ustalić, rzekomymi planami fińskiego rządu zainteresowały się brytyjskie media na początku stycznia, a następnie przeinaczoną informację przekazał szereg innych źródeł, przy czym niektóre zdają się twierdzić, że wprowadzenie 4-dniowego tygodnia zostało już postanowione.

„Fińska edukacja wygrała z dezinformacją!”

Jak można wywnioskować z samego faktu powstania niniejszego tekstu — nie do końca. Źródła, które ozdabiają się takimi nagłówkami na ogół jednak odnoszą się do fińskiego programu nauczania z 2016 roku, w którym ważne miejsce zajmują umiejętności weryfikacji informacji oraz czerpania wiedzy z różnych źródeł i mediów. Jako wsparcie dla tych punktów programu działa fact-checkingowa organizacja FaktaBaari, która przygotowała informator dla przyszłych wyborców, między innymi do użytku w szkołach.

I chociaż działania w zakresie walki z plagą fake newsów faktycznie wyglądają obiecująco, ich faktyczne działanie trudno jest sprawdzić, więc może lepiej nie ogłaszać tak od razu zwycięstwa.

„Fińskie szkoły są najlepsze, bo nie ma w nich zadań domowych!”

Czy małe Finiątka faktycznie nie muszą odrabiać zadań domowych? Nie jest to niemożliwe! W Finlandii ustalony odgórnie program nauczania określa tylko ogólne ramy edukacji i cele, które mają zostać zrealizowane. Nauczyciele mają dużo wolności, tak więc jeżeli nauczyciel postanowi nic nie zadawać, uczniowie nie będą mieli dodatkowej pracy w domu — co wcale nie oznacza, że nie muszą się czasem pouczyć w czasie wolnym. Ale takiego nauczyciela można spotkać również w Polsce! Chociaż pewnie niezbyt często.

Sprawą zupełnie osobną jest to, czy fińska edukacja faktycznie jest najlepsza. I co to w ogóle oznacza „najlepsza”? W końcu wszyscy znamy obiegową mądrość, zgodnie z którą rozwiązywanie testów sprawdza tylko umiejętność rozwiązywania testów. Wszyscy znamy też międzynarodowe badania PISA, uznawane mimo wszystko za swego rodzaju wyznacznik jakości edukacji, w których Finlandia ostatnio nie radzi sobie aż tak dobrze jak kiedyś.

„Premierem Finlandii została piękna 34-latka!”

To prawda. Szefowa fińskiego rządu, rzeczywiście ma 34 lata i mieści się w szeroko pojmowanym kanonie współczesnej urody. Szkoda tylko, że w niektórych środowiskach komentowanie wyglądu kobiet, gdy nie ma to żadnego znaczenia, wciąż próbuje uchodzić za nieszkodliwy komplement (przecież to miłe!).

Więcej o Sannie Marin pisaliśmy niedługo po objęciu przez nią urzędu.

Podsumowując: nie wydaje się, aby Finlandia uprawiała propagandę na skalę światową czy złośliwie próbowała siać dezinformację. Nasza mała fake newsowa afera rozbija się raczej o media i ich chęć stworzenia efektownego nagłówka, który później idzie w obieg przy pominięciu treści artykułu, który być może nieco prostuje naciągany tytuł. I niby nie robi to nikomu wielkiej krzywdy, ale zawsze lepiej wiedzieć, niż być w błędzie.


Źródła:

O fińskiej edukacji przeczytacie również w rozmowie z Jarim Levonenem, która ukazała się najnowszym Przekroju (nr 1/2020).