Polecamy,  Polityka

I kto tu rządzi? Wprowadzenie do fińskiej polityki

Czasami pytacie nas, o co w ogóle chodzi z tą fińską polityką, kto tam tak naprawdę rządzi i jak to się dzieje, że tak się w ogóle da bez krzyków, obelg i z zachowaniem ludzkiej przyzwoitości. Te fińskie wiadomości, które trafiają do polskich mediów, zwykle budzą w nas zachwyt, a przynajmniej entuzjazm i od razu przypominamy sobie łatkę państwa dobrobytu przypiętą (skądinąd słusznie) Finlandii – nagle rozciąga się i ogarnia nie tylko słynny socjal, ale też ogólną sytuację polityczną. Ale czy fiński system polityczny jest rzeczywiście taki kolorowy, jak nam się wydaje? I taki inny?

Na te i inne pytania postaram się odpowiedzieć w krótkim, raczej nieregularnym cyklu o fińskim systemie politycznym. Wiadomo przecież, że każdy kraj jest inny, a skoro tak trudno oprzeć się wrażeniu, że Finlandia jest jakaś zdecydowanie inna, to chyba warto rozebrać ten system na czynniki pierwsze i podpatrzeć dobre praktyki? Zdaję też sobie sprawę, jak wygląda edukacja z wiedzy o społeczeństwie w Polsce i domyślam się, że dla większości z nas wyliczanka suchych pojęć jest po prostu niewiele znaczącym bełkotem i nie przekłada się na realne sytuacje – dlatego postaram się opisać fiński system bardziej po ludzku i mam szczerą nadzieję, że to się uda. Bo w końcu Finlandia to kraj, w którym transparentność jest czymś więcej niż pustym hasłem – a po co nam wiedzieć wszystko o czymś, co nie wiemy, jak działa?

Zacznijmy od sprawy najważniejszej, czyli ustroju. Finlandia, podobnie jak Polska, jest demokracją (ale nie tylko z definicji). A dokładniej: republiką parlamentarno-gabinetową, co w politologicznym bełkocie oznacza taki system, w którym parlament, w porozumieniu z prezydentem, powołuje rząd. Czyli znów tak samo jak u nas. Już na tym poziomie mamy jednak pierwszą różnicę: ze względu na nieco dłuższą kadencję prezydenta oraz jego troszkę szersze kompetencje, o Finlandii mówi się, że to de facto fiński system ma także cechy modelu semiprezydenckiego. Obecnie ta różnica dla polskiego czytelnika objawia się po prostu tym, że o fińskim prezydencie i premierce usłyszymy w mediach równie często (lub raczej: równie rzadko), podczas gdy mało kto będzie wiedział, jak w ogóle nazywa się prezydent Niemiec (sprawdziłam, Frank-Walter Steinmeier).

Wróćmy jednak do spraw ogólnych: cały ustrój oparty jest oczywiście na konstytucji, czyli perustuslaki, której tam dla odmiany się przestrzega. Obecna została uchwalona w 1999 roku, czyli czasowo podobnie do Polski – chociaż Finlandia pozostawała raczej satelitą Związku Sowieckiego niż demoludem, pewne zmiany ustrojowe po upadku ZSRR były jak najbardziej wskazane. Jeśli chodzi o samą treść konstytucji, to mówi ona te wszystkie standardowe rzeczy, które konstytucje zwykle głoszą, jak trójpodział władzy czy suwerenność narodu, ale ma też na przykład taki ciekawy zapis:

Vastuu luonnosta ja sen monimuotoisuudesta, ympäristöstä ja kulttuuriperinnöstä kuuluu kaikille.

Odpowiedzialność za przyrodę i jej różnorodność, środowisko i dziedzictwo kulturowe spoczywa na wszystkich.

Jakbyście się zastanawiali, co my na przykład mamy w swojej konstytucji podobnego, to i owszem, mamy, ale sformułowane zdecydowanie inaczej:

Art. 5 Rzeczpospolita Polska […] strzeże dziedzictwa narodowego oraz zapewnia ochronę środowiska, kierując się zasadą zrównoważonego rozwoju.

W tym momencie zwróćmy uwagę na jeden bardzo istotny szczegół: o ile w fińskiej wersji każdy jest odpowiedzialny za dziedzictwo kulturowe i środowisko, to w polskiej odpowiedzialne jest państwo. I to też sporo mówi o podejściu do polityki w obu tych krajach: Finlandia jest społeczeństwem bardzo obywatelskim, w wyborach bierze udział średnio prawie 64% uprawnionych, a  około 1/3 angażuje się w wolontariat. Politycy są szanowani, postrzegani jako osoby wykonujące pracę jak każdą inną; to po prostu profesjonaliści, którzy wiedzą, co robią. W Finlandii polityczne afery rzeczywiście zwykle dotyczą spraw takich jak ta, że nie udało się przeprowadzić tak wyczekiwanej reformy zdrowotnej (przypomnijmy, w tym samym czasie 88% Finów było zadowolonych z obecnego systemu zdrowotnego i  mimo to z tego powodu rozpadł się poprzedni rząd oraz jeszcze jeden przed nim – ale o tym kiedy indziej), a debata w parlamencie zawsze utrzymuje się na cywilizowanym poziomie (możecie je podglądać tutaj). Obywatele czują się po prostu odpowiedzialni za państwo. Z kolei w Polsce, co tu dużo mówić, jest dokładnie na odwrót – państwo ma być odpowiedzialne za swoich obywateli.

To oczywiście pewne uproszczenie i wniosek raczej obserwacyjny niż naukowy, ale w gruncie rzeczy tak to działa: mamy do czynienia z podstawową różnicą w mentalności. Podczas gdy polski patriotyzm kojarzy się z męstwem i walką za kraj na osi romantyzmu i katolicyzmu, to w Finlandii będzie to raczej codzienne działanie dla lepszego państwa, oparte na pragmatyzmie i luterańskim etosie pracy. I znów, to pewne uogólnienia kulturowe; przecież nie każdy Fin i nie każdy Polak się w nie wpisze, jednak taki trend jak najbardziej wydaje się istnieć – na ile takie rzeczy w zglobalizowanym społeczeństwie da się jeszcze określić. Tym bardziej pokazuje to, że jako polskie społeczeństwo mamy tu potencjał do zmiany – zwłaszcza że ta pierwsza zmiana byłaby w nas samych.